Zaznacz stronę

Całkiem niedawno temu dałem się wciągnąć w kolejną głupią dyskusję na stronie jednego z księży teologów. Pojawił się w niej wątek powtarzany przez tzw. konserwatystów, dotyczący tego, że Franciszek błądzi, otwierając furtkę dla komunii świętej dla osób żyjących w ciężkich grzechach. Bardzo często w internetach wszelakiej maści reformatorzy i ludzie wiedzący lepiej, ponoć dbający o czystość wiary, wypisują wiele bredni na temat nie tylko papieża, ale także Kościoła. Okazuje się, że Kościół nie spełnia ich oczekiwań, nie zaspokaja ich wyidealizowanych wizji i tworzą – będąc w tym Kościele – teorie nie mające nic wspólnego z realnym Kościołem. Owi dyskutanci powtarzają swój argument, że Amoris Letitia wprowadza zamieszanie dlatego, że otworzyło furtkę do zła, o którym wspomniałem powyżej.

Jakiś czas temu miałem okazję przemawiać na Kongresie Małżeństw w Świdnicy. Jednym z prelegentów obok mnie był o. Jordan Śliwiński, który mówił o spowiedzi w rodzinach. Wspominam o nim dlatego, że po konferencji był czas na zadawanie pytań. Na widowni był obecny Jacek Pulikowski, który zadał pytanie o wspomnianą adhortację. Pojawiły się w nim dwie tezy. Jedna właśnie wspomniana, że Franciszek jest niejednoznaczny w nauczaniu. Tutaj o. Jordan powiedział, że wręcz przeciwnie, że on nie widzi tej niejednoznaczności, bo przecież nowy dokument papieski nie znosi poprzednich (szczególnie Familiaris Consortio), ale je uszczegóławia. A dla niego – spowiednika daje narzędzie do tego, by rozeznać z konkretnym człowiekiem jego sytuację i wspólnie podjąć decyzję o tym, co dalej. Nie ma w dokumencie Franciszka stwierdzenia: ‚róbta, co chceta’, ale jest zachęta do odważnego rozeznawania konkretnej sytuacji, konkretnego człowieka, a nie jak w przypadku Familiaris Consortio ogólne normy, które są potrzebne, ale nie wystarczające. Druga, trochę złośliwa ze strony Jacka Pulikowskiego, co doczekało się też złośliwej odpowiedzi Jordana. Pulikowski powiedział, że nowa adhortacja jest często wykorzystywana przez liberałów. Śliwiński po krótkim namyśle odpowiedział: przez konserwatystów też.

Franciszek w AL nie wprowadza nowego nauczania i nie burzy starego. Nie staje się heretykiem, jak twierdzą niektórzy, nie pozwala na nowe zasady i ich nie wprowadza. Każdy, kto zna oba dokumenty i śledzi sposób działania Franciszka, czyta Ewangelię i co ważne – ma kontakt z realnymi ludźmi, nie teologicznymi ideami, wie, że Franciszek jest papieżem, który mówi cały czas prostą rzecz: nie wydajmy kolejnych milionów dokumentów o tym samym, ale miejmy odwagę czytać stare dokumenty z miłością, nie do nich, ale do ludzi, których te dokumenty dotyczą.

Mnie osobiście, jako księdzu, a szczególnie spowiednikowi AL nie dało narzędzia do tego, by powiedzieć: życie w powtórnym związku jest tak samo dobre jak pierwsze małżeństwo. Ba! Nieważne jest to, że to kolejne małżeństwo, liczy się tylko subiektywne poczucie szczęścia, a możliwość komunii świętej ma być pieczątką, że żyjesz rozwodniku dobrze. Dla mnie AL to nic innego, jak to, że papież mi mówi: zanim wydasz sąd o człowieku i jego sytuacji, a co najgorsza powiesz mu: nie mogę cię rozgrzeszyć i dać Ciała Pana, to siądź z tym człowiekiem i pogadaj z nim. Nie traktuj go jak kolejnego casusu w konfesjonale, ale potraktuj go z całą czułością i miłością na jaką cię stać. Zobacz, że może w jego życiu, w TYM momencie jest szansa na odejście od grzechu, a może są okoliczności, które w tym konkretnym przypadku, dają ci możliwość rozgrzeszenia. A jeśli nie ma takowych, to zobacz w jaki sposób można z tym człowiekiem pogadać tak, by nie czuł się „wychowawczo odtrącony”, ale dobrze zachęcony do postępowania w dobrem w tej sytuacji, w której jest, a nie w której chciałbyś go widzieć.

Ktoś powie po co w takim razie kolejny dokument, toć to już w Kościele było. Było, ale jak wiemy z konfesjonałowych rzeczywistości – rzadko funkcjonuje. Okazuje się, że wielu spowiedników na forum mówi o łagodności i cierpliwości w konfesjonale, a później rypie ludzi podczas spowiedzi. Przepraszam za to dosadne słowo, ale tak to wygląda w codzienności. Jakoś tak jest, że są osoby, które potrafią przyjechać setki kilometrów by się wyspowiadać, bo się BOJĄ ‚swojego’ księdza. Dlatego – to moje zdanie – Franciszek wydał AL, byśmy my – spowiednicy – nie bali się rozeznawać i nie bali się być dobrymi w konfesjonale.

Być dobrym, podkreślam i powtarzam, nie znaczy być ‚luzakiem’, nie znaczy być kimś, kto ustala swoje zasady. Siedzimy w konfesjonale w imieniu Jezusa i Kościoła, więc nie jest to czas i miejsce na ustalanie nowych reguł, ale na bycie człowiekiem. To możemy i musimy do konfesjonału wnosić: człowieczeństwo, nie automatyzm. Można kogoś nie rozgrzeszyć z miłością, a można go tym zabić.

Papież nie olewa czterech kardynałów. Papież daje im jasno do zrozumienia: panowie patrzcie na Jezusa, który na krzyżu oddaje swoje życie nie za prawo, ale za człowieka. Patrzcie na Boga, który robi wszystko (łącznie z tym, że umiera) by człowieka uratować, a nie by człowiekowi jeździć po wyrzutach sumienia. Kiedy na problem popatrzy się trochę z boku, zobaczy się, że nie Franciszek generuje problemy z nauczaniem o dopuszczalności do komunii świętej, ale ludzie, którzy bardzo boją się używać narzędzi, które w Kościele mamy od dawna. Problemem nie jest to, że Franciszek nie odpowiada czterem kardynałom, ale problemem jest to, że owi kardynałowie szukają pretekstu do konfliktu. To jest trochę jak w naszych rodzinach. Można być super poprawnym, a przynajmniej sprawiać takie wrażenie, ale nie po to by bardzie kochać, ale po to by cała rodzina była jak my. To kończy się wojną. Papież pokazuje: super, że w rodzinie są idealni, ale w rodzinie są też słabi i musimy wziąć pod uwagę także tych ludzi.

Nie, Franciszek nie jest heretykiem, ale Franciszek jest jezuitą, który mówi: rozeznawaj, to znaczy miej odwagę wierzyć i podejmować decyzje, za które później weźmiesz odpowiedzialność.