Zaznacz stronę

SŁOWO

Ta wdowa z całego niedostatku dała dwa pieniążki. Bywa tak, że nie mamy Mu co wrzucić. Wstajesz po ciężkiej nocy, i ta ciężkość się nie kończy, ona dalej jest. Wstajesz z nadzieją, że jakimś cudem zaraz znikniesz i przestaniesz być. A jednak jesteś. I choć wiesz, że jeszcze te kilka chwil możesz uciekać, chować się z kubkiem ciepłej kawy, to jednak zaraz trzeba będzie się ukazaćTakie dni są najlepsze, bo dajesz, albo pragniesz dać swoje nic. W takich dniach widzimy jacy przeciętni jesteśmy. Czyny, słowa, pragnienia, a nawet grzechy. Wszystko jest na poziomie przeciętności i wielkiej nędzy. I choć wiemy, że Bóg cieszy się tym nędznym wkładem, my nie potrafimy. To taki trudny moment w naszej relacji, kiedy On może więcej ode mnie. Niby oczywiste, a jednak włącza się pokusa bycia bogatym przed Bogiem.

Według mnie ta Ewangelia, nie jest o ubogiej wdowie, ona jest po to, by potrząsnąć tymi, co sobie myślą, że Boga można kupić, że można być takim cwaniakiem, który wypracuje sobie zbawienie, szczęście i miłość. On dziś wszystkim tym religijnym karłom, które mają przekonanie, że kiedy wyrobią sobie pozycję, to już są kimś, daje jako przykład do naśladowania – ubogą kobietę. Ci ludzie budują pozycje, uznanie, poczucie tego, że robią wielkie rzeczy dla Boga, ludzkości i siebie, a w rzeczywistości te skarby są tylko przykrywką strachów, lęków i kompleksów. Każdego, kto postanowi im przypomnieć, że nie są „pępkiem wszechświata” – unicestwiają, mają za wdowę, która nic nie znaczy. Znajdą uczone, mądre i pobożne epitety, byleby usprawiedliwić swoje egoistyczne bogactwo. Tacy bogacze (religijni) znajdą milion powodów, by potępić „innych”, a siebie usprawiedliwić, a wszystko to w imię starej zasady: „jesteś bogaty – Bóg ci błogosławi”, jest z tobą, po twojej stronie. Nie, ta Ewangelia nie jest pochwałą lenistwa, ale jest przeciwko tym, którzy chcą z chrześcijaństwa zrobić kolejny biznes (finansowy czy psychiczny), kolejny system, w którym usprawiedliwią swoje plugastwo, nie zauważając ubogiej wdowy.

Bogu można dać tylko to, co jest dla mnie w tym momencie wszystkim. Przede wszystkim swoją nędzę, bo ta nigdy nas nie opuszcza. Poczucie bycia nędzarzem uczy dystansu do siebie i swojego bogactwa (czymkolwiek ono jest). Bez tego poczucia stajesz się bogaczem, który drży, by ktoś mu czegoś nie ukradł. „Kto ma uszy, niechaj słucha” (rozumie).