Zaznacz stronę

Mamy dziś dwóch mężczyzn. Proroka Eliasza i Szymona Piotra. Obydwaj okazali się szaleńcami Boga, okazali się po wielu próbach, że liczy się tylko On, choć po drodze swoim życiem, swoim tchórzostwem i brakiem wiary wielokrotnie pokazywali coś z goła innego.

Eliasz, prorok Izraelski, którego dosięga coś w rodzaju kryzysu, depresji. Znalazł się w grocie, bo uciekał. Miał już dość wrogości skierowanej w jego stronę. Powodem ucieczki było zabicie fałszywych proroków, po wykazaniu im oszustwa. Stanięcie po stronie Prawdy i Boga sprowadziło na niego gniew ludzi, którzy z prawdziwym Bogiem nie mieli nic wspólnego. Ucieka na pustynię. Po czterdziestu dniach zmagania się ze sobą samym, z głodem i słabością, Eliasz wchodzi do groty. Schował się. Wcześniej powiedział Bogu, że ma dość życia. Jak często jest z nami podobnie? Doświadczamy odrzucenia, uciekamy, aby w końcu schować się w skale bezpieczeństwa. Udać, że mnie nie ma, bo przecież nikt mnie nie widzi.

Na grotę Eliasza można spojrzeć też inaczej. Jako na wejście do swego wnętrza, by w ciszy i odosobnieniu mieć odwagę spotkania ze samym sobą. Kiedy człowiek opuszcza na jakiś czas wszystkie codzienne zagłuszacze, i odważy się na samotne słuchanie siebie samego, i co więcej Boga w sobie, wtedy zaczyna doświadczać wewnętrznej burzy, która wprowadza wiele niepokoju i niepewności, a po niej przychodzi trzęsienie ziemi, które rozwala nasze schematy. I dopiero na takim rozwalonym sercu może przyjść Pan, ze swoim łagodnym powiewem. Dopiero tak przygotowany Eliasz był gotowy do stanięcia przed Bogiem. Zobaczmy takie sytuacje w naszym życiu, kiedy zwiewamy przed Bogiem, innymi i samymi sobą. Do czego one mnie prowadzą? Do ucieczki dla samej ucieczki, czy jednak otwierają mnie na Jego powiew?

W Ewangelii jest o tym samym. Piotr świadkiem cudownego nakarmienia ludzi. A więc miał w sobie mocne doświadczenie, tego że Jezus działa i to bardzo realnie, nie w sferach idei, a w sferze bardzo fizycznej, bo głodu i jedzenia. Po tym wydarzeniu, uczniowie – podobnie jak Eliasz – wycofują się, idą na miejsce, gdzie ludzi nie ma. Są tak zmęczeni, oszołomieni, że nie poznają przychodzącego Jezusa. Co więcej wydaje się im, że widzą zjawę. Poddają się lękowi, niepewności. Jak Eliasz. Dopiero słowo Jezusa, uspokaja ich. Odwagi, nie bójcie się Ja Jestem.Chciej usłyszeć to zdanie skierowane do Ciebie. Jezus przychodzi i mówi ODWAGI, NIE BÓJ SIĘ. Jednak to nie jest zachęta w niczym niemająca oparcia. Ważne jest to zdanie: JA JESTEM. Stąd właśnie płynąć ma nasz brak leku i zaufania.

Piotr, który widział dzieło, dokonane przed paroma godzinami przestaje mieć wątpliwości. Wierzy nie tyle w Jezusa, co wierzy Jemu. Wychodzi z łodzi i idzie, wbrew wszystkiemu, po wodzie. I już po chwili zaczyna się (też, nasz) problem. Napięcie miedzy wiarą, zawierzeniem Bogu, a naszymi lękami, instynktem samo-zachowawczym. Tak to, w Piotrze narasta, że przestaje ufać Bogu, a zaczyna wątpić. I znów – ile razy się topiliśmy w wodach naszych logicznych zwątpień, ile razy mówiliśmy: OK., idę po wodzie zaufania Bogu, sobie i ludziom, co więcej dało się iść, aby już po chwili, włączyć mechanizm racjonalizacji i powiedzieć, że to tylko ułuda i bajka, w którą mogę wierzyć, tylko nawiedzeni.

Wiara Eliasza, Piotra, moja jest tylko początkiem drogi. To, że mówię Bogu wierzę, wcale jeszcze niczego nie załatwia. Eliasz wierzył i dzięki temu pokonał fałszywych proroków, Piotr ufał Panu tak mocno, że szedł po wodzie, a jednak i jeden i drugi wystraszyli się LOGIKI i racjonalności. Powiedzieli sobie, że wiara nie może ich prowadzić do miejsca, w którym nie ma kalkulacji, że nie mogą tracić zdrowego rozsądku. Muszą myśleć logicznie, a to mówi Eliaszowi, że teraz będzie odwet i musi zwiać, by uchronić siebie. Piotr w swoim sercu usłyszał podobne słowa. Idziesz po jeziorze? To nie realne, tak nie można. I zaczął się topić. On, rybak, zaczął się topić, bo się zląkł.

Ile razy ja – prowadzony przez Boga, w różnych sytuacjach – padam pod ciężarem braku zaufania? I nie idzie o to, byśmy dziś się oskarżyli. Chodzi o to, by tak, jak Eliasz i Piotr, umieć i chcieć pomimo zwątpienia otworzyć się na Boga, który przychodzi z prostym zdaniem: ODWAGI, NIE BÓJ SIĘ – JESTEM W TWOIM ŻYCIU.

Eliasz i Piotr, pomimo zawikłanych przygód z nie-wiarą, nie stracili chyba jednak jednego: pragnienia, by dla Boga zrobić dużo. Nie stracili pragnienia, by nie pozwolić sobie na przeciętność, która zabija i usypia serce.

SŁOWO