Zaznacz stronę

Jezus bierze nas na bok, osobno. To pierwsze zaproszenie, odejdźmy z Nim na bok, nie chciejmy doświadczyć Boga w pośpiechu. Znajdźmy miejsce i czas na to spotkanie. Mnie osobiście po takim wezwaniu włącza się stary mechanizm lenistwa: nie mam czasu, nie umiem się modlić, to w tej chwili nie jest dla mnie. Jeszcze komuś innemu może się pojawić inne ostrzeżenie: jak zacznę się modlić tak na serio, to może się okazać, że Bóg zażąda czegoś ode mnie; bym z czegoś zrezygnował, bym zmieniła swoje myślenie, przyzwyczajenie, które przecież jest takie dla mnie dobre i przyjemne. Ale! Gdyby chodziło tak naprawdę o nasze zmysły, nie tylko duchowość: o mówienie i słyszenie, gdyby nam ich zabrakło, to powiedzmy sobie szczerze, że nie tylko zaczęlibyśmy się modlić, ale nawet bylibyśmy skłonni zrezygnować z wielu spraw w naszym życiu. To nie kwestia jakichś obiektywnych przeszkód, to kwestia motywacji.

Po tym, kiedy Jezus bierze głuchoniemego na bok, mówi do niego: otwórz się. Uzdrawiając go, nie powiedział: otwieram cię. Powiedział: otwórz się. Mamy w sobie klucz do siebie. Tym kluczem jest wolna wola. Sam decyduję, czy otwieram się na Boga, czy nie. Bóg nie jest włamywaczem, który wchodzi wbrew woli człowieka. Zapewne nie raz wolelibyśmy, by Bóg dokonał swoistego gwałtu na naszej woli, by przyszedł i raz na zawsze wszystko pozmieniał. Jednak w takim myśleniu wcale nie zależy nam na relacji z Bogiem, na Nim samym, a zależy nam bardziej na nas, na tym, byśmy mieli święty spokój, byśmy – choć to bardzo lubimy – nie musieli decydować, być odpowiedzialnymi.

Klucz do naszego zamknięcia mamy w sobie. Nie potrzeba tu żadnych wielkich, magicznych środków, wielkich rekolekcji, wielkich mistycznych przeżyć. I wiecie, gdzie on jest? Jest w tym, czego najbardziej boimy się oddać. W tym, co dziś najbardziej jest do nas przyklejone. Tam jest klucz do otwarcia serca, otwarcia życia na Jezusa. Naszego życia. Ci spośród nas, którzy się boją, którym się nie chce, którym wydaje się to, co mówię, strasznie zagmatwane, przypominam słowa Pisma: Powiedzcie małodusznym: Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg przychodzi.

Nasze chodzenie za Panem musi, podkreślam, musi się objawiać w konkretach. Bracia moi (trzeba by tu dodać: i Siostry moje), niech wiara wasza w Pana naszego Jezusa Chrystusa uwielbionego nie ma względu na osoby. Jakub jest bardzo konkretny. Nie ma chrześcijaństwa, nie ma prawdziwej wiary bez widzenia drugiego człowieka. W małych rzeczach. W codziennych obowiązkach, w dobrym słowie, w uczciwości, w byciu dobrym. Ale uwaga! To nie może być dobroć skalkulowana. Jestem dobry dla tych, co dobrzy są dla mnie. Tak czynią wszyscy mądrzy ludzie. My mamy być dobrzy bez względu na to, czy ktoś dla mnie jest dobry. Nie mamy grać fair play, mamy grać ponad tę zasadę.

Nie bójmy się, bo przychodzi nasz Bóg, by dać siłę, ale zasadnicza robota zależy od nas, bo to my musimy się otworzyć, On nas uzdrowi, ale my mamy klucz. Nie Bóg, ale my. Ty i ja. A potem nie zamykaj się znów. Tylko niech wynikiem, owocem Twojego uzdrowienia będzie Twój stosunek do drugiego. Ponadprzeciętny, ponad zwyczajne schematy i reguły. Chciej więcej, mocniej, bardziej.

SŁOWO