Zaznacz stronę

SŁOWO

W Ewangelii pojawia się zdanie, które słyszeliśmy już zeszłej niedzieli: dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli. Zwracam uwagę na słowo: dzisiaj. Człowiek ciągle gdzieś się śpieszy, wybiega w przyszłość, już po urodzeniu dziecka trzeba zapisać je do dobrej szkoły.

Czasem, kiedy komuś mówię: spróbuj pomyśleć o dziś, to słyszę: szkoda czasu. I to naprawdę przekłada się na nasze życie. Rodzice myślą o przyszłości dzieci; dziadkowie wspominają stare dobre czasy. A dziś umyka.

Ewangelia ma to do siebie, że dzieje się dziś. Ona zajmuje się dniem dzisiejszym, chwilą teraźniejszą. Bóg nie przyjdzie do nas kiedyś; On przychodzi tu i teraz. Również w naszym zwątpieniu, może nawet niewierze, w naszym grzechu, w tym wszystkim, co dziś przeżywamy. My lubimy trzymać Boga w niebie –  tak uczą od młodości, że Bóg jest w niebie, że spotkamy Go po śmierci. Jakby w podtekście – w naszej rzeczywistości jest nieobecny. Łatwo mówić o Jezusie jako postaci historycznej, że kiedyś uzdrawiał i czynił cuda. Trudniej powiedzieć: Jezus żyje dziś i działa dziś. To są ryzykowne słowa. Ryzykowne, bo trzeba się opowiedzieć, nie można po ich wypowiedzeniu stanąć w wygodnej pozycji obserwatora, od którego nie wymaga się odpowiedzi na pytania: a ty, co sądzisz?

Podobna postawa pojawiła się w mieszkańcach Nazaretu. Dopóki Jezus był tylko postacią z przeszłości, którą doskonale potrafili opisać jako syn Józefa, wszystko było OK. Jednak kiedy Jego słowa wymagały od nich deklaracji, opowiedzenia się, strach wziął górę i wpadają w szał. Chcą Go zrzucić ze skarpy. Przekładając to na nasze podwórko: dopóki Jezus w naszych codziennych wyborach jest teorią, którą ubieramy w wytarte zwroty: chrześcijanin nie robi tego lub owego, dopóty jest tolerowany. Jednak, kiedy zaczniemy mówić: On żyje w mojej codzienności, wtedy często rodzi się myśl wyautowania Go, bo żywy Jezus jest niewygodny. Oczywiście, robimy to w białych rękawiczkach, mówiąc o wolności, o prawie decydowania w swoim życiu, nowoczesności.

Popatrzmy jeszcze na słuchaczy Jezusa. Albo raczej na zmianę, która dokonuje się w nich. Na początku zachwycają się Nim. Zaraz potem chcą Go zabić. Dopóki Jezus był jednym z nich, dopóki mogli czuć się dumni, bo słyszeli dobre rzeczy o jednym z nich, było dobrze. Jednak kiedy przypomniał im bolesną prawdę o zabijanych prorokach, a więc o nieprzyjmowaniu przez nich prawdy, wtedy zmieniają się w bratobójców.

Takie rozdwojenie jest i w nas. Lubimy słuchać, czytać rzeczy, które nas łechtają, lubimy być dowartościowywani, lubimy, kiedy nasza wiara jest spokojna, nie kosztuje nas za bardzo. Lubimy, kiedy Bóg wpisuje się w logikę, w której jasno możemy określić, że jest taki i taki. Jednak w momencie, w którym On wymyka się naszej kontroli, kiedy, co więcej, staje się źródłem dotknięcia, w nas, rzeczy trudnych, próbujemy Go zmarginalizować.

Inną ważną sprawą tej Ewangelii jest fakt, że można być blisko Boga, można być współmieszkańcem Jezusa, i nie uwierzyć. Można być człowiekiem, który jest blisko Boga, przestrzegać przykazań, przynajmniej na miarę swoich możliwości, można co tydzień chodzić do kościoła, nawet czasem się spowiadać, a jednak nie wierzyć Jemu. Jakie jest kryterium tego, czy Mu wierzymy? Takie samo, na jakim wyłożyli się mieszkańcy Nazaretu. Sytuacja graniczna. Sytuacja, w której wiara zaczyna mnie kosztować. Dotknięcie trudnej sytuacji z przeszłości czy problemu, który przeżywam dziś. Zrobienie czegoś, co jest wbrew rozkrzyczanemu tłumowi.

Nie chciejmy żyć przeszłością i ciągle wspominać, jak to dobrze kiedyś było, nie chciejmy ciągle czekać na lepsze czasy. Chciejmy, zapragnijmy żyć tu i teraz. Żyć tak, by szukać w każdej chwili, sytuacji, osobie, dobra. By próbować się tym, co jest, cieszyć.

Nie zwalajmy ciągle na polityków, na sąsiadów, na męża, żonę, problemy z dziećmi. Zacznijmy od siebie. Od prostego pytania: co zrobić, by moje kochanie – siebie samego, innych, życia, Boga, było podobne do miłości, o której pisze dziś św. Paweł. A jak już zadamy sobie to pytanie, to posłuchajmy swojej odpowiedzi. A potem jedną rzecz wprowadźmy w życie.