Zaznacz stronę

Dwie siostry, które przyjęły Jezusa. Każda na swój (najlepszy) sposób, pokazując to, co potrafiła najlepiej. Jedna w krzątaninie domowej, druga w przysłuchiwaniu się.

Dość łatwo – kiedy czytam Ewangelię na modlitwie – powiedzieć, że Marta zajmowała się sprawami zbytecznymi. Kiedy kończę modlitwę, łatwo obrócić sprawę i powiedzieć, że siedzenie przy Panu jest dobre, ale życie ma swój bieg i trzeba się zająć sprawami konkretnymi. I w sumie się gubię i nie wiem, co tak naprawdę ważne. Wprawdzie gdzieś tam w pamięci mamy powiedzenie: „módl się i pracuj”,  ale jak to stosować, to za bardzo nie wiem. Bo włączają się we mnie dwie siostry i jedna na drugą do Pana skarży.

Na drodze Marty i Marii stanął Jezus i pokazał im, że nie trzeba porzucać swojej drogi, ale przeżywać ją inaczej. Z Nim. Marcie powiedział, że nie trzeba się tak troszczyć, jak się jej wydaje, że praca (a raczej nasze krzątanie się wokół wielu spraw naraz) jest ważna, ale często przeceniana. Nie wiem, co powiedział Marii – może to zachęta, by samemu posłuchać, co ma mi do powiedzenia?

Okazuje się, że są „cząstki”, których będziemy pozbawieni. Okazuje się, że nie wszystko, co nam wydaje się tak szalenie ważne, a co robimy w obecności i dla Jezusa, jest istotne. Niektóre te sprawy po prostu odpadną, przestaną mieć jakiekolwiek znaczenie, a to znaczy, że nigdy Go nie miały i nie mają w Jego oczach. Tylko w naszych.

SŁOWO