Zaznacz stronę

SŁOWO

Czytania mówią dziś o gościnności. Chrześcijaństwo to gościnność, otwartość na tego, który przychodzi. Na tego nierozpoznanego i tego, który dobrze jest znany. Bez otwartości i gościnności nie ma chrześcijaństwa. I nie chodzi o zasady wychowania, ale o to, że to wypływa z Boga, który jest otwarty na nas.

Dwie siostry, które przyjęły Jezusa. Każda na swój (najlepszy) sposób, pokazując to, co potrafiła najlepiej. Jedna w krzątaninie domowej, druga w przysłuchiwaniu się.

Dość łatwo – kiedy czytamy Ewangelię na modlitwie – powiedzieć, że Marta zajmowała się sprawami zbytecznymi. Kiedy kończymy modlitwę, łatwo obrócić sprawę i powiedzieć, że siedzenie przy Panu jest dobre, ale życie ma swój bieg i trzeba się zająć sprawami konkretnymi. I w sumie się gubimy i nie wiemy, co tak naprawdę ważne. Wprawdzie gdzieś tam w pamięci mamy powiedzenie: „módl się i pracuj”, ale jak to stosować, to za bardzo nie wiemy. Bo włączają się w nas dwie siostry i jedna na drugą do Pana skarży.

Na drodze Marty i Marii stanął Jezus i pokazał im, że nie trzeba porzucać swojej drogi, ale przeżywać ją inaczej. Z Nim. Marcie powiedział, że nie trzeba się tak troszczyć, jak się jej wydaje, że praca (a raczej nasze krzątanie się wokół wielu spraw naraz) jest ważna, ale często przeceniana. Nie wiemy, co powiedział Marii – może to zachęta, by samemu posłuchać, co ma mi do powiedzenia?

Okazuje się, że są „cząstki”, których będziemy pozbawieni. Okazuje się, że nie wszystko, co nam wydaje się tak szalenie ważne, a co robimy w obecności i dla Jezusa, jest istotne. Niektóre te sprawy po prostu odpadną, przestaną mieć jakiekolwiek znaczenie, a to znaczy, że nigdy Go nie miały i nie mają w Jego oczach. Tylko w naszych.

Chrześcijaństwo jest uczeniem się innego myślenia. Marta jest uosobieniem większości z nas. Działania, aktywności. Tak też jest, nie tylko z naszą codziennością, ale i z naszą duchowością – wolimy działać, coś dać. A jednak zobaczcie to Maria wybrała nie tyle lepszą, ale dobrą część. Maria złamała zwyczaj – kobiety nie słuchały rabinów.

Dla nas może to znaczyć tyle, że nawrócenie to po pierwsze bycie przy Panu i złamanie tego naszego chorego myślenia, że przed Panem musimy coś robić. Zobaczcie Maria – słucha, to Jezus mówi. Nam się często wydaje, że siedząc przed Nim, w ciszy marnujemy czas, bo przecież przyszliśmy się pomodlić, czyli powiedzieć Bogu, co On powinien, co musi…

Idziemy posiedzieć do Pana, nie po to by uciec od życia, ale by nauczyć się innego myślenia o sobie i świecie. Zobaczenia, że Bóg kocha ludzi i nas. Możemy oczywiście ludziom, którzy się od nas różnią powiedzieć: dość, wyznaczyć strefy, w których nie chcemy ich widzieć. Podobnie, jak robimy z Bogiem – tu Boże jesteś moim Panem, ale w tej kwestii nie chcę byś mi się wtrącał. A jednak chrześcijaństwo mówi nam, że dobra cząstka to nie aktywność – zasługiwanie, ale siadanie przed Panem, który zmienia nas po to byśmy potrafili otwierać się na Niego i innych ludzi.

Zmiana jest konieczna byśmy nie działali jak świat, w którym zawsze ktoś jest wykluczony, poza naszym światem, ale działali jak Bóg, który przyszedł do każdego – do mnie i do tego, któremu mówię dość. Bo jest pytanie o to, co będzie, kiedy powiem dość i zrobię strefy wykluczenia: co później?