Zaznacz stronę

Taka mała sprawa. Przez wiele lat swojego życia zakonnego, często spotykałem się z bardzo przykrym zjawiskiem. W każdym z naszych domów były dwa rodzaje jedzenia. Jedno dla nas – domowników i i drugie dla biednych. Inny chleb, margaryna i konserwy. Kiedy przyszedłem do Opola zastałem ten zwyczaj. Kiedyś robiąc kanapki dla proszącego zrozumiałem, że to jest draństwo, że robiąc tak – a teraz ode mnie to zależy – poniżam tego człowieka. To był ostatni raz kiedy tak zrobiłem. Teraz zawszę robię z tego, co jest dla nas wszystkich.

To drobna sprawa, póki co nie potrafię wyłamać się ze schematów. Obiad odpustowy to zawsze impreza dla księży. Zawsze te same twarze, zawsze budowanie kapłańskiej wspólnoty. Nie potrafię się odważyć na zaproszenie nie-swoich.

Ta Ewangelia to obraz Boga. On zaprasza nas – ubogich, ślepych, chorych na ucztę, nie dla zysku, ale dla radości. Nic Mu nie jesteśmy w stanie dać za to, że nas karmi ze swojego stołu. On nie jest tym, który zaprasza swoich – tak samo myślących, pachnących tymi samymi perfumami, chodzących w podobnych sztach. On jest tym, który każdego nędzarza bierze do siebie. To gorsząca Ewangelia dla tych wszystkich, którzy widzą w Bogu tego, który nagradza za ładne ubranka karze za śmierdzący strój. To Ewangelia gorsząca dla tych, którzy całe życie ciułali na dobrą kolację na końcu – po śmierci i nagle widzą, że obok siadają ci, którzy nic nie uciułali. Okazało się, że kolacji nie można kupić, można co najwyżej przyjąć darmowe zaproszenie.

SŁOWO