Zaznacz stronę

SŁOWO

Wbrew pozorom ta Ewangelia nie jest straszeniem, że jak za Panem pójdziemy, to stracimy głowę. Ta Ewangelia jest Słowem Boga, który mówi nam: nie martw się. On obiecał, że nas nie opuści, istnieje pokusa – wycofania się ze strachu, stwierdzenie: że ja się boję, że nie dam rady. Szczepan i zapewne Pan, też się bali. Nie idzie o to, by nie odczuwać strachu, a raczej o to, by prosić Boga o siłę, by przynajmniej pragnąć widzieć coś więcej niż siebie i swój interes, swoje emocje, potrzeby, problemy, życie, zadowolenie, to jest właśnie męczeństwo.

Istnieje też pokusa „uśmiercenia” swoich wrogów pod płaszczykiem walki o wartości. Tego nie zrobił ani jeden z nich. Obaj pamiętali o prawdzie, że miłość to jest oddawanie życia za przyjaciół, że przychodzi taki moment, w którym nie stawia się już oporu złemu, bo nasze życie i tak jest w ręku Boga.

Chrześcijaninie, przestań patrzeć na swój lęk, związany nie tylko z wrogami chrześcijaństwa, ale i z samym sobą, twoim życiem, z tym, kim jesteś, kim byłeś i będziesz. To Słowo Jezusa: nie martwcie się, co macie mówić, odczytajmy też jako zachętę do nietworzenia wewnętrznych dialogów, w których tworzymy nieskończone labirynty bezpieczeństwa. Po co nam to? Idzie z nami obietnica, że On jest i będzie nam podpowiadał, co mamy mówić i robić. Nie bądźmy smutni i przygnębieni, bo paradoksalnie męczeństwo, jakiejkolwiek by ono nie przybrało formy – prześladowanie, cierpienie, niepewność, burzenie poczucia bezpieczeństwa – jest naszą szansą na Życie. Prawdziwe, nie kiedyś w niebie, ale dziś na ziemi.

Myślę sobie, co by było, gdyby Bóg rozebrał nas z naszych ubrań, naszych (waszych) fryzur, makijaży, pozycji społecznych, zabrał nam nasze zagniewania, wizje świata, Polski, naszych rodzin i zostawił nagusieńkich na ulicy, na pół godziny. Co by było, gdybyśmy to wszystko nagle stracili i przestali udawać takich napuszonych?

Przestań się bać, zacznij żyć. Zrób coś, co będzie dla Ciebie męczeństwem.

Byłem kiedyś na spacerze, w miejscu, do którego odprowadziłem co najmniej kilkadziesiąt osób; w miejsce, w którym przebywakilka osób, które dobrze znałem. Osób? Ich ciała lub prochy tam zostały. Poszedłem na ten spacer na cmentarz. Często, gdy jestem na cmentarzu myślę o tym, że my jesteśmy w czasie, z rozkładającymi się ciałami, a oni – taką mam nadzieję – są już w czymś, co określamy ‚poza czasem’. Czytam napisy na nagrobkach, przypominam sobie strzępy wspomnień po nich i zawsze pojawia się ta sama myśl: mój Bóg nie może być kimś, kto po latach błędnych decyzji (ile z nich tak na prawdę jest wolnych?) ludzi, wydaje wyrok potępienia na tzw. wieki. Tak, wiem – my powiemy: sami się potępiamy, Bóg jest tylko świadkiem.

Nie, Nadzieja obok Miłosierdzia (bezgranicznego i bezwarunkowego) nie jest naiwnością, naciąganiem Boga na łatwiejsze życie. Ona jest dramatem. Najpierw czyniącego zło (je trzeba zawsze nazywać po imieniu), później tych, których skutki tego zła dotykają, Boga, który stworzył nas do dobra, a na końcu samego złego, który z każdym złem, do którego namawia człowieka pogrążą się w coraz więcej beznadziei. Dramat nadziei polega na tym, że my ciągle możemy tylko wierzyć. Nie mamy nic pewnego.

Czytamy dziś słowo z Dziejów – opis śmierci Szczepana. Od jakiegoś czasu wzrusza mnie w nim jeden szczegół. Każdej niedzieli, kiedy wyznajemy Credo – mówimy, że Jezus „siedzi po prawicy Ojca”. Tymczasem w dzisiejszym opisie, Szczepan mówi, że widzi „Jezusa, stojącego po prawicy Boga”. Szczepan widzi to w momencie, w którym, tutaj – na ziemi dzieje się zło – jest mordowany człowiek (on sam). Reakcją Ojca nie może być gniew i zemsta, bo kiedy dzieje się zło – Jezus wstaje z tronu i Ojciec „nie widzi” już zła, widzi swojego Syna. Dramat nadziei polega na tym, że zło, które się dzieje jest prawdziwe i realne, nie ma w tym miejsca na gadki: „nic się nie stało”; jednak ostatnie słowo nie należy do zła. Ostatnie należy do Miłosierdzia, które nie jest udawaniem, że się nie widzi i postawą „wszystko mi wolno”, ale jest odpowiedzią Boga, który także nie udaje, ale widzi Syna.

Nie wierzę, że setki umarłych, które dziś skończyły życie, mogą zostać wykreślone z doświadczania miłości Boga. Nadzieja na to nie bierze się z moich pragnień, z próby usprawiedliwienia moich grzechów, Ona jest według mnie koniecznością Ofiary Jezusa.

Bóg jest Bogiem, który zawsze odpowiada dobrem na zło. Jego dobro jest większe niż moje zło. Zawsze.