Zaznacz stronę

Dziś bardzo święty dzień. Moje dzieci przystąpiły po raz pierwszy do spowiedzi. Bardzo mi zależało, żeby dobrze pamiętały ten dzień. Żeby to był dzień, choć trudny, to pełen dobrej pamięci.

Jak to zrobiliśmy? Po pierwsze oddzieliliśmy spowiedź od dnia I komunii. Osiem dni przed nią (dziś) przyszły ładnie ubrane (święty dzień) do kościoła już przygotowane. W domu rodzice mieli ich przygotować, zasugerowałem by odbyło się to w takim ‚schemacie’:
– wspólna modlitwa i czas na nią,
– najpierw dziękczynienie, tak by z dziećmi zobaczyć dobro ich życia,
– później Słowo Boże, zaproponowałem przypowieść o zagubionej owcy – łatwy tekst i bardzo jasno pokazujący Jego Miłość,
– następnie rodzice mieli dzieci wprowadzić do trudnej części – zła w naszym życiu, bardzo prosiłem by ich nie zostawiali z książeczką, ale by pokazali im na tle dobra, to co czasem nam nie wychodzi, ale nie sugerując dzieciom grzechów. Dzieci miały zostać na chwilę same, by zobaczyć swoje złe uczynki, myśli.

Spotkaliśmy się wszyscy w kościele o 10.00. Całe nabożeństwo miało kilka przystanków. Przywitanie się i nawiązanie relacji, zwykłą ludzka serdeczność. Później zrobiłem komentarz do całości, wyjaśniając poszczególne elementy. Przedstawiłem im księży, powiedziałem o możliwości spowiedzi poza konfesjonałem, gdyby ktoś się bał, Wytłumaczyłem, że najpierw razem się pomodlimy przed Najświętszym Sakramentem, później księża będą spowiadać (miałem dwoje dorosłych do pilnowania porządku). Po spowiedzi każde dziecko znów miało iść do swoich rodziców, by razem podejść do Pana Jezusa i można było zapalić małą świeczkę, która symbolizowała światło – świeżość po spowiedzi i spalenie zła i grzechu przed Panem Jezusem. Później dzieci wkładały rękę do koszyka, który był zakryty. W środku były słodkie krówki – symbol słodkości tego sakramentu. Następnie szli do domu świętować w rodzinie.

Bardzo się bałem, bo zasadniczo nie robiłem z nimi prób, nie chciałem udawać, więc dzieci poszły na żywioł. I powiem, że jestem z nich bardzo dumny. Spowiadały się z wielkim przejęciem, ale nawet najbardziej wystraszeni byli spokojni. Każdego, kto wchodził do konfesjonału pytałem: „a kto do mnie przyszedł”, w ten sposób mogłem mówić im po imieniu. Jedna dziewczynka, w swoim stylu, na pytanie odpowiedziała: „zagadka”, tak więc nawet poczucie humoru ich nie opuszczało;-).

Cieszę się z tego dnia. Dla mnie – świeżego proboszcza – bardzo wyjątkowego. Poczułem dziś dobroć Taty, który miał okazję wielu z tych dzieciaków powiedzieć na ucho, że je kocha, że są dla Niego wyjątkowe, a On jest dobry.