Zaznacz stronę

Serce Jezusa, dobroci i miłości pełne, zmiłuj się nad nami.

Nie nazywaj Mnie dobrym. Tylko Bóg jest dobry (Mk 10,18)To zdanie wypowiedział Jezus do człowieka, który przychodzi, by spytać o coś bardzo praktycznego. Spytał, co robić, aby osiągnąć zbawienie. Kiedy usłyszał, że przestrzegać przykazań, na jego twarzy musiał pojawić się uśmiech, przecież całe życie ich przestrzegał. Ten moment zadowolenia ze swojej doskonałości. Nawet nie musisz się porównywać z innymi, po prostu jesteś dobry, bo trzymasz się prawa (Bożego, ludzkiego, liturgicznego, prasowego, małżeńskiego, szkolnego, zakonnego). Jesteś wierny. Znasz Boga i nie chcesz przekroczyć tego prawa. A Jezus mówi tylko JEDNEGO ci brakuje. Sprzedaj wszystko i chodź za Mną. Pojawił się smutek. To wszystko czym żył ten człowiek do tej pory było i jest szalenie ważne. Ale jest niepełne. Brak w tym miłości. Tego szaleństwa pójścia na całość.

Łatwo być człowiekiem sprawiedliwym. Człowiekiem, który nikogo nie zdradził, zawsze trzymał się zasad, który wie, że taki czy owaki powinni zrobić to czy tamto. Tylko co z tej wiedzy i działań na niej opartej, jak nie ma w nich pójścia na całość, oddania tego jednego, właśnie swojej sprawiedliwości?

Mężczyzna idący za Jezusem wie, że ma dobre serce. Nie dlatego, że jest nieskazitelny, ale dlatego, że miłość, którą się kieruje, nakazuje mu chować głęboko skarb swojej sprawiedliwości i wszechwiedzy. To mężczyzna, który każdego dnia przychodzi do swojego Pana, by się zasmucić, że brakuje mu jeszcze tylko jednego – miłości. I o tę miłość prosi. Ma serce dobre, bo ono jest lustrem, w którym odbija się serce jego Pana.

Ten człowiek, który usłyszał: nie nazywaj Mnie dobrym… wcale nie był dobry i pobożny. To był cwaniaczek. On nie przyszedł tak naprawdę zapytać o drogę, On przyszedł potwierdzić swoją doskonałość pochodzącą z Prawa. Jego serce było zimne. Nie było sercem pełnym miłości. Zapytał co JA mam zrobić. Nie oczekiwał zbawienia od Jezusa. Oczekiwał go od siebie i swojej sprawiedliwości.

Panie Jezu, proszę Cię byś mnie znów obudził, a przebudzonego zasmucił. Bym dzięki temu mógł odkryć dobroć mojego męskiego serca, nie przez swoją sprawiedliwość pochodzącą z Prawa, ale pochodzącą z Twojej Miłości.
Panie Jezu, zerwij ze mnie maskę udawania przed Tobą dobrego chrześcijanina. Proszę Cię o takie życie, które będzie nieustannym konfrontowaniem się z pytaniem o to ‘jedno’ czego mi brakuje.
Jezu cichy i pokornego serca, uczyń serca nasze, według Serca Twego!