Zaznacz stronę

Tak na koniec Adwentu.

Może pojawić się w chrześcijanach pokusa zawłaszczenia Bożego Narodzenia, przeżywania go w swoim gronie. Tymczasem Bóg patrzy na całą ziemię i dla całej ziemi, dla całej ludzkości, postanawia stać się człowiekiem. Boże Narodzenie, czy się to komuś podoba, czy nie, jest świętem dla wszystkich. Bóg, kiedy podejmował decyzję o Wcieleniu, myślał i widział wszystkich ludzi bez wyjątku.

Boże Narodzenie jest pocieszeniem całej ludzkości przez Dobrego Boga. Jednak wielu z nas pyta, na czym miałoby polegać to pocieszenie nas przez Boga, jeśli przecież przez Święta znów nic szczególnego się nie wydarzy, poza miłymi spotkaniami, może dobrym jedzeniem? A do tego, w niektórych rodzinach ludzie się kłócą. 
Pocieszenie, które On przynosi, nie polega na zastrzyku wrażeń emocjonalnych, ale na tym, że Bóg staje się nam bliski przez swoje człowieczeństwo. Bóg przez swoje narodzenie nie chce być czarodziejem, który nam naprawi rzeczywistość czy za nas ją przeżyje. On chce tylko jednego – być z nami blisko. Boże Narodzenie przeżywane dla atmosfery, dla dobrego samopoczucia, będzie tylko tradycją, obrzędem, może wyrażeniem jakiejś emocjonalnej tęsknoty. Ono musi nas w końcu doprowadzić do pójścia, wyjścia z groty i oznajmienia wszystkim Dobrej Nowiny. Zwiastunem dobrej nowiny mamy być my, w naszej codzienności: w dobrym, nie złym słowie; w byciu posłańcem nadziei, a nie podkręcania atmosfery beznadziejności; w uśmiechu, nie twarzy zbrodniarza; w przejrzystości, a nie dwulicowości. Mamy być posłańcami w tym, co właśnie jest banalne, ale w czym większość z nas pada.

Jezus jest Słowem i jak mówi Jan w swojej Ewangelii: „wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało”. Wszystko, co się dzieje, co działo się w naszym życiu, wszystko – nawet grzech i słabość, jest jakoś w Nim zanurzone. To właśnie jest niesamowitość Bożego Narodzenia, to właśnie jest nowość Wcielenia, że Bóg jest we wszystkim obecny.

Co to znaczy dla nas w praktyce? Ano choćby to, by wpuścić Go w konkrety naszego życia. By pozwolić sobie na ryzyko opowiadania Bogu o tym, co dzieje się we wszystkich dziedzinach życia. Od tych najlepszych, którymi lubimy się chwalić, które są powodem naszej dumy, aż do tych przez nas skrywanych.
Wcielenie, a więc przyjęcie przez Boga ciała ludzkiego, a w konsekwencji wszystkich jego spraw, pozytywów i ograniczeń, sprawia, że my nie mamy żadnego powodu, by czuć się gorszymi, by posiadać jakieś przestrzenie w naszym życiu, które trzeba by było skrywać.

Jutro będziemy uroczyście przypominać sobie, że Bóg się narodził, a co za tym idzie, jest obecny w naszej codzienności. Odtąd człowiek nie musi służyć Bogu, nie musi Go zadowalać, ale może się cieszyć Jego obecnością. 
Niewielu chrześcijan się na to godzi. Większości z nas pasuje rola poddanego – kogoś, kto odda cześć i pójdzie do siebie.
Tym ludziom ogłaszam wielkie rozczarowanie. Bóg jest bezczelny. Bóg przez to, że swoją ludzką nogę przyłożył do naszej ziemi, wtrącił się raz na zawsze w nasze życie. I już nie odpuści. Już sobie nie pójdzie, już się nie zadowoli twoimi modlitwami. On chce ciebie całego. 
Boże Narodzenie to boski hardcore. Świadoma i ostateczna decyzja ogołocenia się z chwały, byśmy się w końcu odważyli zobaczyć w Bogu Miłość.
 Problemem Boga nie są nasze grzechy, problemem Boga jest Jego miłość ku nam. Bo ta miłość, jak każda miłość komplikuje Mu życie.

I wiesz co? On ma straszną frajdę z tego powodu, że może w tym, co zwie się Twoim życiem uczestniczyć. 
To, co się wydarzyło w Betlejem to skandal. Czy to, co wydarza się w twoim życiu, też nim jest?

W noc Bożego Narodzenia poleje się krew. Tym razem krew Miriam. To jest ta sama krew, która trzydzieści parę lat później poleje się z Serca Jezusa. Nie ma serca mężczyzny bez serca kobiety. Przyjęcie Słowa wiąże się z przelaniem krwi. Więc skoro chcesz świętować, zapragnij przelania swojej krwi. Święta nie muszą być „wesołe”, „radosne”, „kolorowe”, czy „szczęśliwe”. Nie frustruj się, jeśli nie będziesz odczuwać tych stanów, one są bardzo chwilowe, fajnie jak będą, ale nie wyglądaj za nimi. Po prostu rozglądaj się za Tym, który się narodził. Czyli szukaj Go w tym, co jest Twoim życiem. Może smutnym, może wydającym się pozbawionym sensu. Jego imię: JA JESTEM, znaczy tyle, że jest. Inaczej niż myślisz.