Zaznacz stronę

Wawrzyniec – diakon. Chcę dziś o swoim diakonacie napisać parę słów, choć minęło już parę latek od niego.

Przed święceniami diakonatu często słyszałem, że diakonat to takie „nie wiadomo co”. Niby to ksiądz, ale jeszcze nie. Jeden z moich już nieżyjących współbraci (zmarł pięć miesięcy po święceniach) mawiał żartobliwie, że: „kleryk to powietrze, a diakon to powietrze górskie”. Inni mówili, że trzeba to jakoś przetrwać. Dla mnie osobiście oczekiwanie na diakonat wiązało się z wielkim strachem, bo wiedziałem, że zacznie się czas, kiedy będę musiał przemawiać publicznie (homilie). Tego bałem się niemiłosiernie, przez całe 10 lat formacji unikałem takich sytuacji jak ognia.

Jako diakon trafiłem na parafię do Wrocławia. Już w pierwszych dniach proboszcz wyznaczył mnie do powiedzenia kazania. Przygotowałem się i miałem nadzieję, że umrę przed jego wygłoszeniem. Z wielkim strachem zacząłem mówić to kazanie, kiedy kończyłem, wiedziałem już, że kocham mówić, że w czasie tego kazania coś się stało ważnego. Dziś wiem, że ta zmiana to w moim przypadku „łaska święceń” diakonatu. Od tamtej pory wiem, że Bóg „uwolnił” moje usta. Nie zabrał mi strachu (i nie chcę, by to zrobił), ale dał mi wielką radość z mówienia.

Czas diakonatu to był też czas podjęcia pierwszych prac duszpasterskich, ale to, co najbardziej sobie cenię z perspektywy czasu, to chorzy. Tak się stało, że już jako diakon, w pierwszym miesiącu musiałem przejść w I piątek miesiąca „rejon” jednego z jezuitów, który ciężko sam zachorował. Jako diakon, odwiedzałem swoich chorych. Zanosiłem im Pana Jezusa, organizowałem spowiedź i się uczyłem „zwykłości”. Oni się za mnie modlili, a ja wiedziałem, że nie jestem sam.

Ten rok, do święceń prezbiteratu, to był też rok poważnego kryzysu. Pamiętam, że wiele spraw się posypało, stało się niejasnych; kapłaństwo, na które czekałem tyle lat, czym bardziej się zbliżało, stawało się źródłem coraz większego strachu i niezrozumienia własnego życia. W pewien sposób było to moje umieranie. W jakiś sposób Bóg oczyszczał moje pragnienia, które miały się realizować już po święceniach kapłańskich. Dużo wtedy siałem. Swojego czasu, wychodzenia z kompleksów, uczenia się. I to owocuje. Ciągle mocno. Poznałem sporo świetnych ludzi w tym czasie, którzy uczyli mnie tego wszystkiego, co stało się później moim sposobem działania jako księdza.

Wklejam dziś film, który powstał właśnie wtedy, jako prezent, lubię do niego wracać. Dzięki tym wszystkim, którzy wtedy ze mną byli.

SŁOWO