Zaznacz stronę

header1-765x415

SŁOWO
Rozpocznijmy dziś od Piotra. Człowieka, który zdradził Miłość. Mężczyzny, który tak wiele Jezusowi zawdzięcza, a jednak pewnego dnia mówi o Nim: nie znam tego człowieka. Dziś staje przed wielkim tłumem i mówi donośnym głosem prawdę. Nie bawi się w słodzenie tłumowi, mówi wprost – to wy ukrzyżowaliście, rękami innych, Jezusa. Jednak nie to jest najistotniejsze. Najważniejsze jest to, że Piotr, który zdradził, który teraz czuje wielkie wyrzuty sumienia, po ludzku zapewne chciałby się schować w zakrystii, ten właśnie Piotr mówi im, że Jezus żyje. Zmartwychwstanie głosi człowiek, który został przemieniony. Człowiek, który z pospolitego tchórza stał się głosicielem prawdy niewygodnej, prawdy znienawidzonej.
Ten prosty człowiek, ten tchórz sprzed paru dni, staje przed nimi i mówi o Zmartwychwstaniu, ten który bał się przyznać do Jezusa przed paroma sługami przy ognisku, dziś staje przed tłumem. To jest skutek spotkania ze Zmartwychwstałym. On nie przekazuje plotki, gdzieś tam w kawiarni, ukradkiem, pod nosem. To nie jest wspominanie jakiegoś wydarzenia, które można zamknąć w kościele.
Zmartwychwstanie jest głoszone nawet tym, którzy ukrzyżowali Jezusa, ono nie jest elitarną nauką dla najlepszych. Ono jest prawdą głoszoną takim jak my. Bóg jest większy niż twój i mój grzech, słabość i lęk.
Podobnie jest z kobietami, które przyszły do grobu. Jeszcze w piątek, po Śmierci Pana były smutne, jedyne zmartwienie polegało na tym, by dobrze się zająć Zwłokami.
Dziś oddalają się od pustego grobu z wielkim przejęciem. Z radością, w której zapewne było całe mnóstwo pytań, wątpliwości. A jednak dokonuje się w nich przemiana. Dokonała się dlatego, że nie potrafiły, w prosty sposób, powiedzieć sobie było minęło. Mają na tyle wrażliwe serca, że w momencie kompletnego chaosu i kryzysu, jakim jest Śmierć Jezusa nie godzą się na koniec. W momencie, w którym wszystko po ludzku jest skończone one się nie poddają. Dlatego Trzeciego Dnia doznają przemiany. Dlatego pozwalają sobie na uczepienie się tej odrobiny nadziei po rozmowie z Aniołem. Jestem przekonany, że wtedy, w tamtym momencie nie wiedziały, że to Anioł. To zapewne ich późniejsza interpretacja. Najważniejsze jest to, że ta drobina nadziei, pozwoliła im rozpoznać Tego, który Zmartwychwstał.
Chciejmy wbrew wielu wątpliwością, wewnętrznym oskarżeniom, grzechom, małej wierze, wbrew wyrzutom Wielkiego Piątku, wbrew smrodowi grobu serca, jak kobiety u grobu przywitać się z Nim i iść powiedzieć innym o Nim.
Historia Piotra, Kobiet, wielu innych ludzi pokazuje, że Zmartwychwstanie jest źródłem przemiany. I to przemiany całkowicie nie zaplanowanej, przemiany, która rozpoczyna się nie w wielkiej sile owych ludzi, ale właśnie w wielkiej słabości. W grzechu zdrady, zwątpienia i utraty nadziei.
Są jeszcze strażnicy, którym nie udało się upilnować Chrystusa, którym Bóg wywinął niezły kawał. Ich zadaniem było nie dopuścić do wykradzenia Ciała. Tymczasem Ten, Którego pilnowali okazał się być Bogiem, którego nie da się w żaden sposób ujarzmić.  Okazał się być Kimś, Kto nie daje się zamknąć do schematu, kto rozwala wszystko, co człowiek próbuje zrobić, by Bóg był pod kontrolą. Wcale nie trzeba pragnienia ujarzmienia Boga rozumieć negatywnie. Czasem to nasze lęki próbują Go ujarzmić, udowodnić, że sami sobie poradzimy, że nie potrzebny nam On jest.
Chciałbym Wam dziś z całą siłą na jaką mnie stać powiedzieć, żebyście się nie bali być niestandardowymi. Byście się nie bali być ludźmi walki. Byście się nie bali pozwolić sobie na przemianę z lękliwego Piotra na odważnego apostoła.
Chciałbym Wam powiedzieć, zobaczcie we mnie dokonała się już ostateczna zmiana. Nie, jeszcze się nie dokonała, ale jednak mnie Zmartwychwstały przemienił. Dość to ryzykowne mówić z tego miejsca o sobie, bo przecież nie wiem, czy jutro znów Go nie zdradzę, ale wiem, że On mnie przemienił, że pomimo swoich braków, kompleksów mam odwagę stanąć przed Wami i do Was mówić, że pomimo braków mam odwagę na to, by robić dobro.
Z chłopca, który nigdy nic głośno nie powiedział, który był zawsze ostatni, najmniejszy (to akurat mi zostało), dziś jestem Jego głosem. I wiem, że to nie dokonało się w sposób prosty, magiczny czy przez jakąś super terapię. Dałem się Mu przemienić, pozwoliłem, by na materiale, który ja oceniałem, jako słaby i kiepski – On mógł zrobić coś dobrego i jak uważają niektórzy – wielkiego.
Daj się Mu dziś przemienić. Właśnie dziś, kiedy cały ten nasz katolicki kraj szykuje się do pójścia jutro do roboty, Ty daj się Mu przemienić. Niech jutro nie ruszy już zalękniony człowiek, ale ruszy przemieniony Nowy Człowiek. Człowiek, który będzie wiedział, co wybrać, kiedy pojawi się okazja do grzechu. Człowiek, który będzie wiedział, jak przeżyć swój kolejny dołek.
Daj się Mu przemienić, ale nie zapominaj, że to też Twoje myślenie, decyzje i czyny są tym na czym On może budować.
Jest też inna możliwość. Można się upierać przy starej śpiewce, jak arcykapłani, można nawet innych przekupywać by przeszli na naszą stronę. Ale to jest śmierdząca sprawa. Do roboty. Amen!