Zaznacz stronę

W tym urywku Ewangelii najważniejsze są trzy wyrazy: Pójdź za Mną. Reszta jest tłem, które dobrze byłoby odczytać równie dosłownie, jak te trzy wyrazy. Problem polega jednak na tym, że właśnie bardziej nas kręcą różne wyjaśnienia tych prostych zdań. A potem albo się oskarżamy, że ciągle nie ma w nas wolności do pójścia za Nim, albo w ukryciu serca mówimy sobie, że już coś jednak udało się nam zrobić. To są wszystko poboczności pokazujące, że jesteśmy wpatrzeni w siebie, w swoją chwałę, albo słabość. Jedno i drugie jest oznaką tego, że idziemy za sobą, choć i tak stoimy w miejscu.

Iść za Nim – to jest sedno.

Iść za Nim to odrywać się od swojego świata, tak do bólu, do opuszczenia swoich najbliższych, swoich przyzwyczajeń, grzechów, nałogów, przyjaciół najlepszych, rzeczy i spraw najważniejszych.
Powiedzmy sobie szczerze, że przez 2000 lat namnożyliśmy milion humanitarnych wyjaśnień, w których umiejętnie omijamy dosłowne rozumienie wezwania: pójdź za Mną. Pokochaliśmy język przenośni, wyjaśnień i przypisów.

Jezus powiedział proste zdanie, którego nie trzeba objaśniać, a już tym bardziej łagodzić. Tak bardzo zaczęliśmy się bać, że ludzie tego nie zrozumieją, że masowo nie będą do nas dołączać, że tworzymy takie interpretacje, które tak naprawdę znaczą już całkowicie coś innego.

Jestem coraz bardziej przekonany, że tak naprawdę nie chodzi nam o ludzi, ale o nas samych, o to, byśmy się sami nie zmęczyli. Trzeba nam wrócić do początku, by za Nim pójść, początkiem jest nic innego jak Miłość. Właśnie po to idziemy za Mistrzem, byśmy nie mieli gdzie głowy położyć i zostawili grzebanie umarłych – umarłym. Mamy żyć z Miłości.

Nierealne? Jasne. Będzie nierealne dopóki będę drżał ze strachu przed utratą swojego poczucia bezpieczeństwa. Dopóki nie odważę się przyjąć miłości.

Pójście za Jezusem nie ma nic z filmowo – romantycznych scen. Wiara niczego nie ułatwia, a wiele spraw komplikuje. Jednak największa komplikacja polega na tym, że wiara to miłość, a ta zawsze wszystko komplikuje…

SŁOWO