Zaznacz stronę

VLOG

W filmie Pasja Mela Gibsona, w jednej ze scen, kiedy Jezus upada i Jego wzrok spotyka się ze wzrokiem Matki, w usta Jezusa włożone są słowa z drugiego czytania: Oto czynię wszystko nowe. Może to jest dobry klucz do odczytania tych słów. To, co było przekleństwem: męka i krzyż, teraz otrzymuje nowe znaczenie, teraz można w tym, co bezsensowne szukać sensu i dobra. Przecież wierzymy, że ten krzyż, ta męka skończyła się Zmartwychwstaniem. Wszystko, co do tej pory było w znanym schemacie, stało się nowe. Bóg, szanując nasze – ludzkie – często złe wybory, próbuje, nie w magiczny sposób, przemieniać naszą trudną, bolesną i grzeszną rzeczywistość. To właśnie znaczy czynić wszystko nowym. Największą nowością według tego teksu może być to, że Bóg jest z nami. Nie ponad nami, nie jest doglądaczem naszej rzeczywistości, ale jest z nami.

Ewangelia jest upraktycznieniem tego wszystkiego przez samego Jezusa. Po wyjściu Judasza wszystko się rozpoczęło. W kontekście swojej męki i śmierci, Jezus przypomina o przykazaniu miłości. Mają się nawzajem miłować, jak On ich umiłował. Jednym słowem – mamy być do Niego podobni. Na czym to podobieństwo polega? Nie na dosłownym naśladownictwie, ale na przyjęciu sposobu Jego myślenia, mówienia i postępowania. Bo miłość właśnie w tym się zawiera: w naszym myśleniu, mówieniu i w końcu, przede wszystkim, postępowaniu.

Dziś dużo się mówi o kryzysie wiary, chrześcijaństwa, kryzysie powołań, kryzysie małżeństw, a nawet państwa. Wielu wybitnych fachowców, szczególnie psychologów i socjologów, próbuje te zjawiska zdefiniować, dać jakąś receptę. I choć teorii coraz więcej, nic się nie zmienia, a wręcz można odnieść wrażenie, że jest gorzej. Tak naprawdę te wszystkie problemy mają swoje jedno wspólne źródło: brak miłości wzajemnej. W nas jest dużo miłości do siebie samych, ale nie do innych. Skupiamy się tak bardzo na swoich potrzebach, zranieniach i niespełnionych ambicjach, że nie mamy już po prostu siły na zobaczenie kogoś drugiego. A jak już się nam uda dostrzec, że jest ktoś drugi, to często tylko po to, by zmierzyć jego przydatność dla siebie.

Ludzie z zewnątrz chrześcijaństwa nie widzą w nas miłości wzajemnej. Nie widzą w nas heroicznego wpatrywania się w drugą osobę, widzą w nas bardzo często takich samych ludzi, niewalczących ze swoim egoizmem. Dlatego nie dołączają do nas. Nie dołączają do chrześcijan. To, co według Jezusa miało być znakiem rozpoznawalnym Jego uczniów, stało się znakiem nieobecnym. Jezus mówił, że chrześcijanie będą rozpoznawalni po tym, jak traktują siebie nawzajem. A my jesteśmy mistrzami dzielenia. Potrafimy perfekcyjnie, bez względu na opcje polityczne, wykorzystywać Boga do swoich interesów. Zamiast szukać tego, co łączy, co mogłoby być fundamentem wspólnego miłowania, szukamy tego co dzieli, dorabiając do tego ideologię o prawdzie. Niektórzy całe życie tracą na to, by dowieść tego, że to oni mają prawdę, a inni muszą się do tej wizji dostosować, wtedy będą godni mojej miłości. Nie tak chciał Jezus.

Idąc drogą krzyżową, zapewne myślał o zdaniu z Apokalipsy: Oto wszystko czynię nowym. Nie myślał o tym, że pokocha ludzi wtedy, kiedy służalczo wszyscy przyznają się do winy za Jego śmierć, wiedział, że gdyby postawił taki warunek, nigdy by się nie doczekał.  To znaczy dla nas tyle, że mamy moc czynienia wszystkiego na nowo. Jeśli chcesz kochać, jeśli chcesz być świętym małżonkiem, księdzem, chrześcijaninem, Polakiem, to musisz zgodzić się na heroizm, czyli coś, co nie jest prostym schematem. Łatwo wykreować sobie bohaterów, których widzimy w TV. Zasadniczo poza emocjami, to nic nie kosztuje. A może Bóg staje dziś przed Tobą i proponuje Ci: Ty bądź bohaterem. Nie podziwiaj innych, nie wzruszaj się historiami innych, ale spraw, by w Twoim życiu wszystko stało się nowe.

Często mówimy, że nie potrafimy się modlić, że nasza modlitwa jest rozproszona i niekonkretna. Modlitwa to nic innego jak oddawanie chwały Ojcu. Jezus mówi dziś też o otaczaniu chwałą Ojca i o tym, że to otaczanie jest wzajemne. On – Ojca, Ojciec – Jego. On nie mówi jednak tego by się pochwalić, ale mówi to, byśmy sami taki czynili. By się jednak to mogło dokonać, a więc by ta nasza modlitwa była dobra, to ona musi się rozpocząć o wiele wcześniej, niż przysłowiowym uklęknięciem. Ona musi się rozpocząć w naszych relacjach. Właśnie we wzajemnej miłości. Nie ma dobrej modlitwy bez miłości do drugiego człowieka. Bez tego, modlitwa jest ucieczką, jest próbą zmanipulowania Boga do czynienia sobie swojej prawdy. Otaczać Ojca chwałą, czyli modlić się, znaczy nic więcej jak to, by miłować swojego bliźniego. Swojego męża, swoją żonę, swoją córkę i syna, swoją sąsiadkę, panią i pana z kościoła, ze sklepu i z przychodni. Bez tego nigdy nie przezwyciężymy kryzysu wiary, powołań, małżeństw i nigdy nie będziemy się dobrze modlić.

SŁOWO