Zaznacz stronę

SŁOWO

Cicho! Ukochany mój! Oto on! Oto nadchodzi! Biegnie przez góry, skacze po pagórkach.

Cicho! Uspokój swoje serce, pozwól mu wsłuchać się w to, co przed chwilą słyszeliśmy. Czwarty tydzień czekamy, obyśmy z rutyny, z zimna, nie zapomnieli, na co czekamy. Dlatego dziś Pan mówi do nas językiem miłości. I to bardzo intymnej miłości. A zarazem chce nam powiedzieć, szczególnie teraz, kiedy się spowiadamy przed świętami, jak ma wyglądać nasza z Nim relacja.

Pomyślmy, jak najczęściej myślimy i mówimy o Bogu? Jakich słów używamy na Jego określenie? Dziś Bóg chce nas zaprosić do tego, byśmy inaczej o Nim myśleli, mówili, a co za tym idzie, byśmy inaczej z Nim żyli.

Po co to? Łatwiej jest mówić: mój Boże, Wielki Wszechmogący Panie. Bóg wtedy jest w swoistym bezpiecznym dystansie ode mnie. To tak jak między nami; ktoś, do kogo mówimy proszę Pana, proszę Pani, jest do nas zdystansowany. Kiedy zaczniemy o naszym Bogu mówić Umiłowany, Ukochany, po prostu Jezus, to dystans znika. Pojawia się miejsce na miłość, która, podobnie jak w ludzkich relacjach, nie zadowala się wypełnieniem Prawa, obchodzeniem świąt katolickich, spowiedzią przedświąteczną i paciorkami. Taka relacja wymaga, by – znów – jak w relacjach miłosnych między dwojgiem ludzi, czuć z drugą osobą, słuchać, rozmawiać, myśleć, kiedy nie można rozmawiać.

I dziś, bez względu na to, ile masz lat i czy jesteś mężczyzną, czy kobietą, Bóg mówi ci (zamknij oczy i posłuchaj raz jeszcze) Gołąbko ma, [ukryta] w zagłębieniach skały, w szczelinach przepaści, ukaż mi swą twarz, daj mi usłyszeć swój głos! Bo słodki jest głos twój i twarz pełna wdzięku. Niech te słowa nam towarzyszą. Niech one rozbrzmiewają wśród mrozu i wielu złych słów, które inni do nas wypowiedzą.

Wróćmy jeszcze do Maryi. Kiedy dowiedziała się, że oczekuje dziecka, kiedy Józef przyjął do swojej świadomości, co się dzieje, Maryja wcale nie zamyka się w domku, by w gronie bliskich cieszyć się swoim szczęściem. Nic z tych rzeczy. Oczekiwanie na Jezusa, sprawia, że jest bardziej wyczulona na innych. Wybiera się do Elżbiety, by z nią posiedzieć, posłuchać, pomóc starszej kobiecie, która oczekuje dziecka.

To jest chyba dobry trop, by sprawdzić, na ile nam ten Adwent dobrze idzie. Nie ilość niezjedzonych cukierków i odmówionych przysłowiowych zdrowasiek, które są szalenie ważne, ale właśnie wrażliwość na potrzeby drugiego człowieka. Wrażliwość na drugiego człowieka, pokazana w konkrecie, sprawi, że czułe słowa między nami a Bogiem będą uprawnione i prawdziwe.

Pozwól sobie na czułość.