Zaznacz stronę

VLOG

Każdego dnia prowadzę walkę (w sobie) o to samo. By wierzyć w Słowa Syna, nie swoje. Jest we mnie silna pokusa, by przemawiać ze swojego poziomu, nie Jego. Jest we mnie pragnienie, by głosić siebie i swoje słabości, a nie Syna. To ważne dlatego, że jeśli silniejsze staje się pragnienie głoszenia siebie, to znaczy to tyle, że nie spotykam i nie doświadczam – Jego. Podobnie jest z dzisiejszymi rozmówcami Jezusa, którzy Boga chcieli ściągnąć do swojego poziomu.

Wynik tej walki we mnie jest szalenie ważny. Nie tylko dla życia wiecznego, ale dla codzienności. Jeśli pójdę za sobą, to przez jakiś czas (nawet relatywnie długi) będzie bardzo dobrze. Będę miał poczucie spełnienia, satysfakcji i wygranej. Jezus kiedyś powiedział: kto z nieba pochodzi jest ponad wszystkim. Tak to rozumiał Ignacy: jesteś człowiekiem Chrystusa, to łap dystans, proś o niego Boga. Byś się nie chlubił z chwały, ale i byś nie rozpaczał z powodu trudnego czasu. Być człowiekiem z wysoka to widzieć więcej, szerzej i bardziej to samo, co widzą inni. Być człowiekiem z wysoka to być człowiekiem ryzyka, bo z wysoka można upaść. Jest alternatywa – można chodzić po ziemi, być z ziemi. Wtedy na pewno się nie spadnie, wtedy wszystko będzie przewidywalne. Ale to nie będzie owo nowe życie, o którym Jezus mówił przedwczoraj.

A jeśli jednak opcji z wysoka udaje się przepchać do mojej codzienności, wtedy wielu to się nie będzie podobało. Nawet tym, którzy pilnują czystości przekazu. I powtórzę – tu nie chodzi o racje, tu chodzi o głoszenie tego, czego się doświadczyło. Albo bardziej Kogo.

SŁOWO