Zaznacz stronę

Miałem dziś śliczny dzień. Śliczny, bo intensywny. Sporo było księżowskiej roboty, w tym dwa śluby i dwa chrzty – można było doświadczyć wiele radości:-), wieczorem, po wszystkich obowiązkach pojechałem, po raz drugi dziś (pierwszy raz, udało się na godzinę przed południem), na rower. Dziś inną trasą niż codzień, trochę pobłądziłem, trochę się zmęczyłem. Prawie przez cały czas słuchałem muzyki, kiedy wjechałem na drogę krajową zdjąłem słuchawki, bo choć chce do nieba, to jednak nie w głupi sposób. Kiedy tylko wjechałem an bezpieczną drogę, to włączyłem moje ulubione radio, a tam audycja z skoczną muzyką Mozarta. Słuchałem Mozarta, jechałem na rowerze i nagle – olśnienie!

Co odkryłem? Często możecie w różnych miejscach przeczytać o mnie, że jestem przeciętny, że nie mam wiedzy teologicznej, nie ma w moim gadaniu polotu. Można przeczytać też o tym, że ani wybitny ze mnie teolog, ani duszpasterz. I wiecie, co jest tym odkryciem? To, że chcę dziś publicznie napisać: tak, oni mają rację.

Czytam czasem wpisy księży z FB i TT. Brakuje mi ich mocnej wiary, takiej bezkompromisowej. Ja idę jednak często na kompromisy. Brakuje mi radykalizmu w stroju, tak często się wtapiam w tłum. Brakuje mi świętości, ja na serio (bez kokieterii), jestem upadającym księdzem. Owszem napisałem trzy książki, ale przecież one nie powstałyby bez pomocy innych ludzi, a w książkach tych nie ma odkryć na miarę teologa, zresztą nakłady nie są oszałamiające. W Internecie jest podobnie. Nie mam kanału z milionami odsłuchań. Kilkaset osób, które czyta i ogląda video – ot, cała publiczność.

Od roku jestem proboszczem. Tak – nie zrealizowałem postulatu Franciszka, by wziąć uchodźców do parafii. Sama parafia nie rozrosła się nagle, raczej podtrzymuje dobro mojego poprzednika. Nie jestem też super gospodarzem – nie ma na moim placu kościelnym dźwigów. Jestem przełożonym – nie sądzę by dobrym. Raczej przeciętnym. Uczyłem maturzystów – nic szczególnego ich nie nauczyłem. Kaznodzieją jestem słabym – widzę, że się powtarzam, że brak mi pomysłów.

Kurcze, patrzę na swoje 42 – letnie życie i nawet nie mogę powiedzieć, że jestem spełniony (zresztą nie wiem jak to zmierzyć). Jestem tu, robię to, co mam robić, ale jestem „nie z tego świata”. Popełniam mnóstwo błędów, czasem bardzo głupich.

Wszystko, co mam i kim jestem oparte jest na Jezusie. Nie mam nic swojego, gdyby wyciąć Go z mojego życia – wszystko się rozpada.

Jestem nędzarzem.