Zaznacz stronę

1.
Odpust w kościele. Na początku następują serdeczne powitania kapłanów według godności, na końcu podziękowania kapłanom za to, że pomimo rozlicznych obowiązków postanowili przybyć. I w końcu zauważenie wszystkich „wiernych”. Bardzo lubiłem w naszej wrocławskiej parafii to, że z okazji odpustu zapraszaliśmy na wspólną imprezę wszystkich, nie tylko księży. Szału nie było, ale wspólne jedzenie bigosu i pierogów dawało wiele radości.

2.
25 lecie Radia Maryja. Mnóstwo starszych osób i oni – elity narodu na pierwszych krzesłach. Przypominam sobie List Jakuba – tak do bólu niepasujący do naszych uroczystości Kościelnych. Tak bardzo niestosowany na naszych zebraniach liturgicznych. Nasze Eucharystie często są „z okazji”, „przy okazji”. Jak akademie patriotyczne. Jezus i Jego Męka są tłem do wydarzeń bieżących, jest Msza, bo wypada, wszak to impreza kościelna. Tymczasem Jezus i Jego Ofiara jest centrum i szczytem, zawsze Kościół jest zgromadzony wokół Słowa i Ofiary. I po to Kościół jest gromadzony by o tych rzeczywistościach mówić, na nie patrzeć i nimi się karmić. Wszystko inne jest dodatkiem.

3.
Po większości bardziej uroczystych Mszy, celebransi dziękują ludziom za przybycie, za modlitwę. A przecież ani to impreza księży, ani to łaska ludzi (również księdza), że zebrał ich Bóg we wspólnotę by razem złożyli Ofiarę. Jest jakiś dziwny nawyk (nie wiem, może wypływający z lęku, że jest nas coraz mniej?) dziękowania ludziom za to, że przyszli na Mszę. Z jednej strony, my – księża, coraz częściej mamy pretensje do ludzi, że się nie angażują, a z drugiej przez takie właśnie zachowania dajemy do zrozumienia, że to nasz folwark, do którego czasem zapraszamy ludzi, no co najwyżej poprosimy o pieniądze, by to wszystko utrzymać.

4.
Coś nam się (złego) porobiło. W naszych głowach i sercach. Porobiło, bo bardzo lubimy mówić o sacrum i profanum, o konieczności bronienia świętego przed złym światem, a tymczasem tak łatwo oddajemy swój Kościół, Boga i chrześcijaństwo temu, co jest zwykłą kalką tego świata. Pieniądze, władza, wpływy, dominacja, odepchnięcie maluczkich na bok. Wszystko to oczywiście robimy w dobrze wypracowanej przez wieki ideologi religijnej. Ciągle słyszę, że to potrzebne, bo władza od Boga (ta, która nam pasuje), bo pieniądz jako dar od Boga, bo hierarchia – sam Bóg tak chce, bo bycie przy w wielkich nie jest żadnym brataniem się, ale dbaniem o całość. Kiedyś wprowadzałem relikwie Jerzego do jednego z kościołów. I wiecie co mnie najbardziej zasmuciło? To, że podczas obiadu, siedzący obok mnie lokalny działacz społeczny powiedział mi: „jest ksiądz bohaterem, bo nie wymieniał ksiądz, podczas kazania, wszystkich przybyłych gości na Mszę”. Serio tak mało trzeba zrobić, by być bohaterem?

5.
Źle się dzieje, że nawet Kościół i kościół staje się miejscem podziału: oni i my, nasi i tamci, PiS i PO, lewica i prawica, biedni i bogaci, władza i lud, kler i laikat. To wszystko jest wbrew Pismu, wbrew Jezusowi. Źle się dzieje, że Kościół i kościół nie jest wyłączony z tego wszystkiego, a to głupie nasze tłumaczenie: jacy ludzie – taki Kościół jest tylko przykrywką do podtrzymywania tego raka przy życiu. Wiem, zmiana jest trudna, ale czas się budzić.

6.
I nie chodzi znów o to, by wcisnąć „like” pod tekstem czy napisać kolejny sfrustrowany komentarz, ale by chcieć obudzić swoje serce. Może najpierw do buntu, do tego by przestać uprawiać taką smutną ideologię, że Kościoła i jego ludzi nie należy krytykować. Bo znów wpadniemy w kolejne dziwne koleiny, jak te, które bardzo wychodzą przy okazji spowiedzi małych dzieci. One często mówią: „przeszkadzałem na religii”, a kiedy pytam: „a na matematyce?” – odpowiadają: „też, ale na religii to jest ważniejsze”.