Zaznacz stronę

Są w ludziach tendencje do tego, by ogłosić Królestwo Boga na ziemi w sposób uroczysty, wręcz polityczny. Ogłosić samego Jezusa Królem Świata i Polski. Zakładają więc organizacje, których celem jest przekonywanie „niewiernych” do tego, że to jedyny sposób uratowania Polski i świata. Zawsze się zastanawiam, od czego nas ma to uratować? Od końca świata? Czego się tu bać? Świat się skończy i w końcu będziemy żyć wiecznie.

Jezus dziś mówi o Królestwie Boga. Porównuje je do ziarna i kwasu. W tym obrazie nie mówi nic innego, jak to, że Królestwo to nie jest „miejsce”, a proces. Ziarno musi przejść proces biologiczny, aby stać się drzewem. Zakwas poprzez procesy chemiczne sprawia, że chleb jest chlebem.

W Królestwie Bożym nie chodzi o spektakularny efekt, bo o to chodzi w królestwach tego świata, a Jego Królestwo „nie jest z tego świata”. Proces ten polega na królowaniu Boga wśród nas. Tylko że Jego królowanie to nie jest tron, berło, dekrety i rozprawianie się z przeciwnikami. Jego panowanie to jest przemiana naszego myślenia i serca, a to może dokonać się tylko na podstawie osobistej decyzji każdego z nas.

„Królestwo moje nie jest z tego świata”, to znaczy, że i nasze myślenie o Królestwie Bożym nie może być „kalką”. W Jego Królestwie są kompletnie inne zasady. W tym Królestwie kocha się wroga, otwiera umysł na myślenie, wywraca schematy, nie zamyka się Króla w złotej klatce, by pięknie się przed nim kłaniać, a później mieć w nosie Jego zasady. W tym Królestwie Król zrzuca koronę, wychodzi z pałacu i jada z tajnymi współpracownikami, heretykami, dziwkami, po prostu z tymi wszystkimi, którzy są przez innych w jakikolwiek sposób potępiani. W naszych królestwach, którym chcemy często przyczepić łatkę „chrześcijańskie”, pomyliliśmy ocenę z potępieniem, Prawdę z naszą prawdą, nasze kompleksy z realnymi problemami, szczegóły z istotą. W naszych królestwach cele zastąpiły środki, a głoszenie Dobrej Nowiny zostało wyparte przez głoszenie naszych wizji. W tych królestwach dokonuje się gwałtu na Bogu, który przyszedł z przebaczeniem, a my mówimy Mu, że to się nie godzi, bo grzesznika trzeba upodlić, poniżyć, zniszczyć, a później zapytać, czy postanawia się nawrócić i być prawowitym członkiem Kościoła w którym, my – sprawiedliwi ustalamy zasady, owszem, zasłaniając się Bogiem, bo przecież jesteśmy sprawiedliwi.

Królestwo Boga to pokój i dobroć oraz prostota znaków. Jezus nie wziął obrazu czegoś wielkiego i silnego, by je opisać, wziął obraz czegoś, co jest mało dostrzegalne, dyskretne, ale silne w swojej determinacji i nie jest destrukcyjne. Wręcz przeciwnie – samo oddaje swoją postać, istotę czemuś innemu. W pewnym momencie nie ma już ziarenka, nie ma odrobiny kwasu, jest coś, co daje pokarm, życie innym.

Królestwo Boga to coś małego, coś, co jest pozornie słabe. Nie jest kalką innych religii, w których trzeba walczyć maczetą. Ono jest logiką gnijącego ziarna. Nie każdy to pojmuje.

SŁOWO