Zaznacz stronę

Trzeba czytać Ewangelię jak tekst skierowany do mnie, nie do innych; jak tekst, który nie ma usprawiedliwiać moich głupich (w stosunku do innych) zachowań.

Jezus nie przyszedł dać mi pokoju. Choć jest Bogiem Pokoju, to nie przyszedł mi go dać. On przyszedł rozwalić mi to wszystko, co daje poczucie pokoju. Moje relacje – przecież są ludzie, których kocham bardziej niż Jego. Owszem deklaruję, że jest inaczej, że On jest najważniejszy, ale w rzeczywistości są osoby, których uczepiłem się bardzo. To wcale nie muszą być rodzice czy dzieci. To może być nawet jakiś wymyślony człowiek, ktoś z moich marzeń, taki wyidealizowany człowiek. To w końcu nie musi być człowiek, to może być rzecz, sytuacja, plan na przyszłość, a nawet mój grzech. I nie moje deklaracje się tu liczą. Liczy się rzeczywistość mojego życia. Liczy się to, co realnie jest w moim sercu, nie marzenia.

Mam brać swój krzyż. Jezus nie namawia do umiłowania cierpienia, do gloryfikowania tego, co trudne. Krzyż jest tylko narzędziem do zbawienia świata. Pytanie, co jest takim narzędziem w moim życiu, w jaki sposób ja mogę wybawić kogoś z jego ucisku, zniewolenia, pomóc mu wyjść z grzechu? Czym jest mój krzyż? Krzyż jest w sposobie wybawienia drugiego (kimkolwiek on jest) od jego słabości i smutku, w daniu mu życia. O to chodzi w braniu krzyża, by wiedzieć, co drugiemu pomoże i to wziąć.

W tym tekście jest jeden ważny szczegół. Mam wziąć i iść za Nim. Mam cały czas to, co robię i jak robię, odnosić do Jezusa. Szczególnie, kiedy zabieram się za innych. Kiedy nie odnoszę się do Niego, wtedy dość szybko zaczynam innym produkować krzyże i jeszcze dokładać im swoje. Jak to badać? Choćby podczas codziennej modlitwy: trzeba patrzeć, czy moje myślenie, decydowanie i działanie choć w małym stopniu jest skupione na mojej chwale, racji, wizji świata. Jeśli tak jest, to znak, że już nie niosę krzyża, czyli tego, co ma innych wybawiać, a zaczynam tworzyć krzyże dla innych.

Moje życie nie jest wartość najwyższą. Może zdrowie nie jest wartością najwyższą. To brzmi brutalnie, ale tak jest. Jeśli moje życie i zdrowie stanie się dla mnie wartością najważniejszą, automatycznie drugi człowiek zejdzie na drugi plan, nie będę go kochał. Przyjęcie drugiego człowieka jest drogą przyjęcia Jezusa. Łatwo mi przychodzi wykreślenie ze świadomości drugiego, by się spokojnie zajmować Bogiem, Jezusem. Tylko że Jezus to demaskuje.

SŁOWO