Zaznacz stronę

Jest cisza, która pozwala na wejście w spotkanie z drugim człowiekiem i Bogiem, ale jest też cisza niszcząca. Kiedy człowiek oczekuje reakcji, szczególnie na krzywdę i nie otrzymuje odpowiedzi, a jest obdarzany specyficzną ciszą, to budzą się demony.

Znam kilka osób, które były ofiarami nadużyć seksualnych, których dopuścili się duchowni. Wszystkie te osoby, o których myślę, zgłosiły się do odpowiednich władz kościelnych, by zgłosić swoje krzywdy. To długi proces; zanim taka osoba zdobędzie się na odwagę i postanowi nadać sprawie bieg urzędowy. To nie jest kwestia: a stało mi się coś trudnego, to idę do uczędnika zgłoszę i już. Nie. Każde, nawet najmniejsze nadużycie w dziedzinie seksualności to potężna rana, która zamyka człowieka, sprawia, że ofiara staje się nieufna, szczególnie wobec kolegów sprawcy. A przecież wobec nich musi stanąć, by głosić swoją krzywdę.

Zauważyłem powtarzającą się prawidłowość, że pierwsze spotkanie, odpowiedzialnych z Ofiarą, zazwyczaj odbywa się w dobrym klimacie. Szczególnie w ostatnich czasach, kiedy media bardzo (na szczęście) interesują się tymi kwestiami. Każde kolejne spotkanie staje się coraz zimniejsze. Chowanie się za prawem, urzędniczy ton, paternalistyczne traktowanie ofiar, powodowanie odczucia, że jest się problemem. Aż do tej niszczącej ciszy, kiedy przez wiele tygodni i miesięcy ofiara czeka, bo słyszała: proszę czekać. Nagle nie jesteś już człowiekiem skrzywdzonym, ale sprawą, która jest obsługiwana przez urzędy. Nagle się okazuje, że nie można się z tobą spotkać osobiście, ale przez delegata, bo prawo. Z dziecka stajesz się petentem w urzędzie.

Jakub Pankowiak, jeden z bohaterów ostatniego filmu Braci Sekielskich, na swoim FB opublikował dziś długi tekst, który jest komentarzem do opublikowanego Raportu na temat wykorzystań seksualnych w Kościele Anglii i Walii. Pan Jakub pisze tak:

„U nas wygląda to nieco inaczej. Poszkodowani, chcący sprawiedliwości i zadośćuczynienia (co najbardziej boli wszystkich biskupów, bez wyjątku, i sporą ilość księży) są atakującymi kościół. Słyszałem już głosy, że trzeba było to zrobić po cichu, bez dziennikarzy, po co Sekielscy, to dla pieniędzy, Kościół sam sobie z tym poradzi, nie możemy z Panem podejmować współpracy, gdyż wystąpił Pan przeciw Kościołowi(zadośćuczynienie) itd. Itp. Pytanie nas o jakiekolwiek rady też nie jest mocną stroną działań episkopatu. Zadając nam pytania biskupi narażają się na odpowiedzi z naszej strony, a to może nie być dla nich przyjemne. Zawsze wszystko sobie racjonalizują. A to, że ktoś chce ich naciągnąć na zadośćuczynienie, a to, że nie wiadomo czy do przestępstwa doszło, a to jakieś siły atakują kościół, a to, że nie ma wyroku, a to, że nie jest prawomocny, a to, że jest, ale bez szczegółów. Cała paleta możliwości, byle nie patrzeć człowiekowi w oczy. A gdzie jesteśmy w tym wszystkim my, poszkodowani? Dlaczego o nas się tak nie martwicie jak o siebie? Gdzie jest w tym pójście za przykładem papieża Franciszka, nie wspominając już o Ewangelii? Ostatecznie można uznać, jak w przypadku kazania na pogrzebie księdza Cybuli, że ważniejsze są zasługi, odprawione msze święte, spowiedzi, a nie słabości i grzechy duchownego (bo przecież duchowny nie popełnia przestępstw, on tylko ma grzechy, słabości i niegodne zachowania). Możemy przeczytać w komunikatach, że mimo nadużyć, i to rzekomych (to też ulubione słowo, które często słyszałem) jesteśmy wdzięczni za posługę w… ( i tu można wpisywać osiągnięcia i zasługi ). Kiedy mleko się już rozleje, jak w przypadku biskupa Janiaka czy arcybiskupa Gulbinowicza, nagle zapada cisza. Jeden członek episkopatu, ksiądz Prymas, znalazł w sobie odwagę, żeby powiedzieć publicznie „dość” oraz „przepraszam” . Reszta milczy lub podłącza się do tych słów dopiero kiedy sytuacja na to pozwala, czytaj, kiedy im to nie zaszkodzi. Jeszcze niedawno chciałem z Wami rozmawiać, poszukiwałem dialogu, dawałem sygnały, że chcę pomóc, współpracować, pomagać nie tylko poszkodowanym, ale i WAM drodzy biskupi. Dziś nie mam już wątpliwości, Wy tego nie chcecie. Nie chcecie nas widzieć, słyszeć, pomagać. Gdyby nie dokument papieski – VELM, przypuszczam, że wszystko byłoby po staremu. Tylko tego się boicie. Nie chcecie płacić nawet za terapię poszkodowanych – gdyby tak było to nie zajmowałaby się tym fundacja św Józefa. Nie interesuje Was czy poszkodowani żyją czy nie, jak sobie radzą, z czym mają kłopoty, czy możecie jakoś pomóc itd. Muszą powstawać oddolne inicjatywy pomagające poszkodowanym bo Wy jesteście zajęci czymś bardzo ważnym, chronieniem siebie. Robicie wszystko, żeby jak najmniej się dowiedzieć, tak było choćby w przypadku mojego niedoszłego przesłuchania w sprawie rzekomych, tak, rzekomych zaniedbań biskupa Janiaka. Drodzy biskupi, wstyd mi za Was. Mam wrażenie, że robicie to wszystko, albo i nie robicie, ze strachu przed swoimi kolegami, przed wykluczeniem z grupy i przed tym, że temat niedługo może dotyczyć także Was. Zachowanie kardynała Dziwisza, sposób postrzegania rzeczywistości, arogancja i unikanie pytań, które mogliśmy zaobserwować w reportażu dotyczącym jego osoby, nie jest wyjątkiem. Obudźcie się proszę, bo za kilkadziesiąt lat będziemy wspominać obecny czas w polskim Kościele Katolickim jako jeden z najczarniejszych w histortii. Nie przez „lewactwo, złe siły, netflixa i gry komputerowe” ale przez Waszą postawę. Demokratyczny świat coraz bardziej rozjeżdża się z wizją Kościoła monarchicznego. Za chwilę stracimy kontakt i wszystko będzie trzeba budować od nowa. To ostatni moment na to by zachować się jak trzeba.Cały czas z miłością, Kuba”.

Gdy oglądałem wywiad z kard. Dziwiszem uderzyła mnie jedna rzecz, kiedy panowie rozmawiają o Januszu Szymiku, to kardynał mówi mniej więcej coś takiego: ten Janusz; Janusz, tak? Zdarza się, że zapomina się imienia dziecka w szkole i w podobny sposób się je traktuje, to ono czuje, że nie bierzesz go poważnie. Kiedy w ten sposób mówi się przy kamerach o Ofierze wykorzystania seksualnego przez księdza, to chyba oczywistym jest jak czuje się ofiara. Nie wchodzę w serce kardynała, nie mam takich możliwości, jednak to jest jeden z obrazków tego, jak CIĄGLE ofiary są traktowane w Kościele. Cisza, nonszalancja, traktowanie ich jak problemy – to są poważne grzechy Kościoła, które dodają się do tej wielkiej krzywdy, która już została z ofiarami na całe ich życie. Tak, słowo problem, jest tym słowem, które staje się kluczowe, a które usłyszała Kobieta zgłaszająca swoją krzywdę w jednej z kurii. Była wykorzystana w swoim życiu przez dwóch księży. Kiedy zgłosiła to odpowiedniej osoby usłyszała: i co pani zrobiła, teraz dwóch księży będzie miało problem. Inny człowiek – mężczyzna, który od lat walczy w bardzo medialnej sprawie – ks. Drymera, od lat domaga się sprawiedliwości, przepłacił to zdrowiem, poczuciem odrzucenia przez Kościół, oskarżeniam ze strony tegoż.

Naprawdę nie możemy milczeć, udawać, że to jakieś marginalne problemy. Widzimy patrząc na świat, a coraz bardziej w Polsce, że to zło i przestępstwa, jest bardzo duże. A nawet gdyby chodziło tylko o jedną osobą – to jest to wielka zbrodnia, bo Pan Jezus mówił o krzywdzie najmniejszego. Nie milczmy i nie pozwólmy milczeć tym, którzy są odpowiedzialni, nie dawajmy sobie prawa dokładania do cierpienia Ofiar, udając, że to tylko ich i sprawców problem. Nie jest tak. Pedofilia i nadużycia seksualne duchownych nie są tym samym, co analogiczne przestępstwa dokonywane przez innych sprawców. Tu dochodzi kwestia niszczenia całej wspólnoty Kościoła, bo milcząc stajemy się współwinni braku współczucia wobec tych, którym zniszczono życie.

Co możemy? Możemy zacząć od zmiany myślenie, choćby w tym, o czym pisałem w poprzednim akapicie. Choćby w tym, że – jeśli dowiemy się o kimś, ze został zraniony, nie będziemy go namawiać do milczenia w imię miłości do Kościoła, że wesprzemy go w jego walce o swoją godność. Jeśli mamy okazję rozmawiać z takimi Osobami, to nie pozwólmy im rezygnować z ich walki z systemem, który niestety ciągle nie jest im przychylny. Napewno możemy nie myśleć w ten sposób, że w jakikolwiek sposób sprowokowały swoją krzywdę, albo, że nawet najlepszym (jeśli chodzi o sprawców) się zdarza czasem upaść. Wydaje mi się także, że zbyt łatwo wiele takich kwestii tłumaczymy sobie grzechem. Owszem to jest grzech, ale to przede wszystkim przestępstwo, zbrodnia wobec drugiej osoby, kimkolwiek by ona nie była.

Kościele, nie milczmy! Kościele, nie pozwólmy milczeć tym, którzy powinni mówić!