Zaznacz stronę

Można być bardzo pobożnym czy religijnym człowiekiem. Można robić w imieniu Jezusa wielkie cuda, można znać wszystkie dodatkowe nabożeństwa (litanie, pierwsze piątki, soboty, różańce), znać objawienia Maryjne, jeździć za wielkimi nazwiskami współczesnych charyzmatyków, szukać najlepszych liturgii w mieście czy zachwycać się wspaniałymi kaznodziejami. Można to wszystko robić, wiedzieć i pewnego dnia usłyszeć: nie znam was.

Kluczem są ciasne drzwi. Jednak nie drzwi uczynków, pobożności czy moralności. Drzwi łaski. To On nas zbawia, nie nasze zabiegi i cudowności. Często spotkam ludzi, którzy ciągle wymyślają nowe akcje pobożne i mające uratować rodzinę, świat, czy Polskę. Spotkam ludzi, którzy ciągle mają parcie na duże ewangelizacyjne spotkania, najlepiej z słynnym nazwiskiem. Coraz mniej spotykam ludzi, którzy szukają (i znajdują) Boga w tym, co jest. Nie, to nie jest apatyczne nic nie robienie, ale zwykłe codzienne odkrywanie obecności Boga i ucieszenie się z tego, co mam.

Ciasne drzwi, ciasna brama to obrazy, w których Jezus nam pokazuje wyraźnie, kto w naszej relacji z Nim jest Panem. I kto zbawia. Warto się pytać po co jestem z Jezusem? Czy jestem po to by lepiej się czuć, mieć poczucie przynależności, zdrowia, odpowiedzi na pytania, widzenie lub czynienia cudów? Bycie człowiekiem wiary jest dość niebezpieczne, bo zawsze rodzi się w nas pokusa bycia Boga, która jest schowana za naszą pseudo pokorą mówienia: ja jestem tylko narzędziem. W rzeczywistości nie wierzymy już w darmową łaskę, ale chcemy pokazać jak bardzo wierzymy.

Trzeba dużej szczerości wobec siebie i Boga, by powiedzieć, że potrzebuję łaski.

SŁOWO