Zaznacz stronę

SŁOWO
Toć to skandal, to dzisiejsze święto!
Jak On może nam dać swoje ciało do spożycia? No właśnie, jak Bóg może dać swoje Ciało na pokarm, w postaci Chleba i Wina?
Ci, którzy słuchali Jezusa na pustyni zgorszyli się. Nie mogli przyjąć tego faktu. I myślę, że nie ma się im co dziwić. Sami przecież, chociaż mówimy, że wierzymy, to mamy z tym nie lada problem.
Zadaję sobie samemu pytanie jak do Eucharystii podejść, jak ją próbować zrozumieć? I jedyny sensowny klucz jaki mi przychodzi na myśl, to ostatnia wieczerza. A szczególnie zachowanie apostołów podczas niej. Zauważmy, że oni kompletnie z tego nic nie rozumieli.
Znak Paschy był dla nich czytelny. Wiedzieli w jakim celu z Jezusem spotykają się na wieczerzy. Jednak podczas niej, pojawiło się kilka elementów, które były nie zrozumiałe.
Pierwszy, taki, że ich Mistrz umywa im nogi. Sam znak czytelny, jednak wykonawca już nie. Ten, którego znają jako nauczyciela i przyjaciela, w końcu także jako cudotwórcę, klęka przed każdym z nich i myje nogi. Po skończeniu, mówi jedno proste zdanie: wy czyńcie podobnie. Wstępem do pierwszej Eucharystii nie jest mądry traktat teologiczny o miłości i transsubstancjacji, a prosty gest niskiej posługi.
Potem był drugi szokujący dla nich moment. Jezus bierze chleb i wino, które były zwykłymi elementami Paschalnej Wieczerzy i robi coś niecodziennego. Zapewne już po umyciu nóg byli zszokowani i nie wiedzący co się dzieje. A teraz mówi, że ten prosty posiłek to Jego Ciało i Krew. Rozumowo nic nie pojmowali, jedyna zasługa o jakiej możemy powiedzieć w ich wykonaniu, to wielkie zaufanie do Niego. Biorą ten chleb i to wino i nie buntują się. Nic zapewne nie rozumieją, bo chleb i wino smakują tak samo, a On mówi, że to Jego Ciało i Krew.
Taka właśnie jest Eucharystia. Wymagająca i niezrozumiała. Eucharystia to nie jest wygodne grillowanie, ale Spotkanie, które musi mnie realnie kosztować, które musi mieć przedłużenie po wyjściu z kościoła, w moich, z innymi relacjach. Eucharystia musi się zaczynać na długo przed przyjściem tu do kościoła. Gdzie? W moich, z innymi relacjach. Ona nie może być wyrwana z kontekstu mojego codziennego życia. Wtedy jest pustym znakiem, nie zrozumiałym dla nikogo.
Pierwsze czytanie przypomina o czymś ważnym w naszym życiu. O pamięci. Pamiętaj na wszystkie drogi, którymi cię prowadził Pan, Bóg twój, wypróbować i poznać, co jest w twym sercu. Zobaczcie, ile razy zostawiamy Boga wychodząc z kościoła, wychodząc z Eucharystii? Wychodzimy i już od razu mówimy, że ten i tamta, są tacy i owacy. Wchodzimy do domu i zaraz wracają stare konflikty i kłótnie. A Słowo nam dziś mówi PAMIĘTAJ! Eucharystia została ustanowiona „na pamięć”. Jezus powiedział: to czyńcie na moją pamiątkę. Mamy pamiętać, co tu się dzieje, by iść dalej, by wyjść innym.
Pierwsze czytanie mówi nam o tym, jaki jest sens tego wszystkiego, co nazywamy w naszym życiu próbą. Jej sensem nie jest sadyzm Boga, który się nami bawi, dając nam cierpienia, ale ich istotą jest to byśmy sobie przypominali, co tak naprawdę jest sensem naszego życia.
Niech się twe serce nie unosi pychą, nie zapominaj o Panu, Bogu twoim, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Trzeba to powiedzieć, że brakuje nam, dobrze rozumianej, pokory. Nie granej dla jakiegoś zysku, bo w tym chyba wszyscy jesteśmy mistrzami. Pokory, która rodzi się właśnie z pamięci, o swojej przeszłości i swojej słabości. Nie po to, by się potępiać i nieustannie oskarżać, ale właśnie po to, by wiedzieć, że jestem słaby, że i ja upadam. I to jest właśnie Eucharystia.
I wy czyńcie podobnie. Pokaż swojemu bliskiemu, że nie jesteś większy od niego. Pokaż drugiemu, że nie chcesz nad nim zapanować, ale chcesz mu umyć nogi. Cokolwiek, to będzie znaczyło. Czyń gesty, które drugiego postawią w osłupienie.
Eucharystia to jedność. Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno Ciało. Wszyscy bowiem bierzemy z tego samego chleba. W czasach, kiedy jada się na jednorazowych naczyniach, sterylnych i dla każdego po jednym, ten gest już mało znaczy. Są takie momenty kiedy jednak rwiemy z jednego bochenka i jemy z jednej konserwy. Czujemy się wtedy sobie bliżsi, łączy nas wtedy coś bardzo prostego. Tak jest właśnie z Eucharystią. Jemy z jednego chleba i pijemy z jednego kielicha, co więcej spożywamy Jezusa. Taki sam Jezus jest w każdej i każdym z nas. To musi zobowiązywać.
Spożywając Eucharystię zaciągam na siebie zobowiązanie szukania jedności, z ludźmi, którzy tu przychodzą. Z moim sąsiadem, koło którego z różnych przyczyn jest mi nie wygodnie usiąść. Z moją koleżanką, która przestała nią być. Z Tuskiem, Kaczyńskim i Sienkiewiczem. Każdy z nas może tu podstawić jakąkolwiek relacje. Jezus w nas, spożywających Go, nie może być podzielony. Nie może!
A wszystko to zbudowane jest na wierze, a jeszcze bardziej na zaufaniu, jak apostołowie w wieczerniku. Że gest, który Pan wykonuje – choć nie zrozumiały – jest prawdziwy. Bóg tak umiłował świat, że zesłał Syna swego, aby świat zbawić, a nie potępić. Zbawić, a nie potępić. Czytamy u Jana. A Syn tak nas ukochał, że został z nami w prostym geście – umyciu nóg i chlebie.
Módlmy się dziś za siebie nawzajem, byśmy nie okradali Eucharystii z obmycia nóg. Byśmy przyjmowali Ją całą. I módlmy się za tych, którzy przychodzą na Ucztę i jej nie spożywają. Nie chcą lub nie mogą. O to by, w nas przyjmujących, mogli zobaczyć Tego, który nas tak umiłował, że siebie samego dał. I podziękujmy dziś Bogu za Eucharystię. Za to, że mamy Boga na wyciągnięcie ręki. Zawsze, co dzień.