Zaznacz stronę

Wierzymy w Pana, który przychodzi, nie po to, by krzyczeć, ale by nas podźwignąć; wierzymy w Pana, który, kiedy widzi nas połamanych, to nie przychodzi by nas dobić i dołamać, ale by nas uleczyć. 

Patrzenie na chrzest Jezusa nie miałoby najmniejszego sensu, bez patrzenia na swój. Jezus oczywiście nie przyjął tego samego chrztu. Jan nie chrzcił w imię Trójcy. On chrzcił – zanurzał w wodzie, by w symboliczny sposób pokazać, że człowiek może obmyć się z grzechu. My jesteśmy zanurzani, by dzięki Śmierci i Zmartwychwstaniu nie tylko zostać oczyszczonym z grzechu pierworodnego, ale by i wejść w wiarę. Nasze życie od chrztu zostaje włączone, dzięki osobistej wierze lub wierze rodziców i chrzestnych w życie, myślenie, sposób działania Boga. 

Jezus nie jest grzesznikiem, ale staje w kolejce z grzesznikami po chrzest Janowy, On staje się grzechem. 

Tydzień temu mówiłem wam, że na początku było Słowo – była Miłość i to jest prawda. Na początku Bóg stworzył miłość i z miłości. Jednak Biblia uczy nas, że zaraz później na świat, przez wybory człowieka wszedł grzech. I to wszedł tak bardzo, że w księdze Rodzaju czytamy, że Bóg żałował, że stworzył człowieka

Tu bardzo ważna dygresja. Nie da się zobaczyć czym jest grzech, bez zobaczenia miłości na początku. Najpierw trzeba widzieć dobro – owoc miłości, by móc zidentyfikować zło. 

Grzech jest. W ostatnich dniach czytaliśmy św. Jana, który mówi, żeby nie kochać świata. Nie chodzi o to, by nie kochać piękna stworzenia i ludzi. Nie chodzi o pożądliwość, która jest w świecie, czyli w każdym z nas. Nie można kochać własnej pychy i pożądliwości, z której rodzi się zazdrość, nienawiść, z nas wypływa cała masa zła w świecie. Nie chodzi o to, że my jesteśmy źli, a ja wam wmawiam poczucie winy. Nie. Jednak faktem jest, że z nas jest zło w świecie, ono nie pojawia się samo z siebie. Kochamy bardzo wybiórczo. 

Kiedy usłyszeliśmy wiadomość o zestrzelonym samolocie w Iranie, myślę, że każdy z nas pomyślał dobrze o ofiarach, część z nas się za nich modliła, a modliliśmy się za tych, którzy ich zabili? Modlimy się za zabójców, ludzi zło czyniących? Zobaczcie, jak my podpowiadamy Panu Bogu, kogo ma kochać. Modlimy się za bliskich (zazwyczaj nie za wszystkich), modlimy się za „naszych”, za tych, z którymi czujemy jakąś więź. Jednak zobaczcie, kiedy nie modlimy się za wrogów, ustawiamy się w pozycji: ja nie jestem jak oni, ja jestem lepszy. A kto z nas jest bez grzechu? 

A Bóg? Tak umiłował świat, nie swoich, ale świat cały, że Syna swego dał. My nie wierzymy w jakiegoś Boga, ale wierzymy w Boga, który na zło i grzech (moje) odpowiada miłością, odpowiada tym, że daje Syna na śmierć. Tam, gdzie ja idę w nienawiść, On odpowiada miłością; tam gdzie ja idę w chciwość, On odpowiada ubóstwem; tam gdzie ja idę w pożądliwość, On odpowiada czystością; na moją pychę On odpowiada śmiercią niewolnika, śmiercią kogoś, kto nikt nie znaczy; a na moją zazdrość, która trawi mnie każdego dnia, On odpowiada tym, że oddaje swoje własne życie. 

W tym, co powiedziałem, nie chodzi o pouczenie, że Bóg jest taki fajny, a ja zły. Nie. Chodzi o to, że On, który jest święty, staje się w Jezusie moim grzechem. Staje się moją nieczystością, pychą, zazdrością. On bierze na siebie mój grzech. Po co to robi? Żeby to wszystko umarło z Nim na krzyżu. I tu naprawdę nie trzeba niczego Bogu udowadniać. Trzeba Mu tylko ten grzech dać. To jest bardzo trudne, bo my – pomimo naszych deklaracji, a nawet utartych formuł, choćby wypowiadanych w spowiedzi, nie chcemy Mu dać naszego grzechu. 

Mamy Mu dać, a On nam w zamian daje Życie Wieczne, nie chwilowe, nie byle jakie, ale wieczne. Wieczne to nie życie po śmierci – abstrakcja, ale wieczne to życie Boże, takie jakim żyje Bóg. W wolności, w miłości, w braku strachu. Bóg chce ci je dać teraz, w tym momencie. Ja, który jeszcze przed chwilą kochałem tylko swoich, mogę zacząć kochać nieprzyjaciół, mogę przebaczać 77 razy – zawsze. Właśnie dzięki życiu wiecznemu (Bożemu). Mogę zacząć żyć miłością, która jest darem od Boga. 

Daje to każdemu, kto tego chce. Teraz w tym momencie. Nawet jeśli mamy doświadczenie, że już próbowaliśmy, a nie wyszło, to tak jak mówi św. Ignacy: przynajmniej zapragnij tej decyzji. 

/homilia na dziś/

autor malunku: Przemek Wysogląd SJ