Zaznacz stronę

Lubiłem te nasze comiesięczne chodzenie na spacerem z Dobrym Bogiem. Lubiłem nieść Go w monstrancji w stare uliczki Krakowa, nie po to by manifestować, ale by ludzie idący za mną widzieli, że nasz Dobry Bóg jest tym, który chce być wśród pijanych, brudnych, krzyczących, śmiejących się z nas, czy nawet takich, którzy wprost pokazywali, że bardzo ich wkurza nasza obecność. Chciałem byśmy byli z Nim wśród nich, nie jako lepsi, bardziej wierzący i bliżsi Jego, ale jako ci, którzy sami słabi niosą innym przypomnienie: Bóg jest z wami, kocha was bardzo.

Dlatego szła z nami cisza. Nie śpiewaliśmy, nie nieśliśmy innych znaków naszej wiary i dlatego On szedł na przodzie, a reszta za nim.

Bardzo lubiłem, kiedy ludzie z daleka robili zdjęcia. Wiedziałem, że kiedyś wrócą do swoich dalekich krajów i wśród setek zdjęć zobaczą Jego Ciało.

Kiedy szliśmy, czasem do Niego mówiłem, czasem opierałem swoją głowę na Nim, a czasem mówiłem Mu o tym, że choć niosę Króla Wszechświata to tak trudno mi wierzyć, tak trudno mi nie być grzesznym, tak trudno wyrzec się mi grzechu i słabości.

Kiedy wracaliśmy do kościoła i wszystko już zostało posprzątane, a muzycy odjechali, ja po przeszło dwóch godzinach dużego napięcia (sporo mnie te wieczory kosztowały), zamykałem się w pokoju, w ciszy i długo dochodziłem do siebie. Czasem przychodziła wiadomość, że ten wieczór był dla kogoś ważny, że ktoś doświadczył Dobrego Boga. I to dawało poczucie sensu, ale i wiary.

Przez te trzy lata trzeba było czasem wysłuchiwać pretensji pobożnych, a że nie śpiewamy pieśni eucharystycznych, a że nie ma baldachimu i dzwonków, a że procesji nie prowadzi krzyż, a że w ogóle robi to ten lewak Kramer. Różne rzeczy słyszałem, ale byłem mocno przekonany, że On tego chce. Że chce byśmy szli z Nim do ludzi, a nie czekali na nich w zamkniętym kościele.

Było wiele zabawnych momentów w tym naszym chodzeniu. A to jakiś pijany człowiek ruszył kiedyś na Grodzkiej w moją stronę, wyobraźnię mam sporą, więc widziałem już jak musze bronić Jezusa, a tymczasem kiedy doszedł do nas blisko zdjąć czapkę i mówi: o kur… Jezus idzie. I szedł z nami. Innym zaś razem, jakaś kobieta krzyknęła: a przeciwko komu tam manifestacja? Pamiętam, kiedyś nasza procesja spotkała wjeżdżających na płytę rynku, rolkarzy. Przejechali przed nami, ale jeden z nich dołączył do nas i całą trasę jechał z nami, aż do powrotu do kościoła.

Dziś, w Boże Ciało, chciałbym podziękować wszystkim, którzy mi w tym pomagali. Nie wymieniam nikogo, ale wiedzcie – Wy, którzyście dużo w to włożyli – że jestem Wam mocno wdzięczny i dumny, że spotkałem takich ludzi, którzy odważyli się ze mną WYJŚĆ.