Zaznacz stronę
Po opisaniu wczorajszej sytuacji z Panią Marią, dostałem wiele dobrych wiadomości, ale też sporo hejtu. Znów się dowiedziałem, że się lansuje, że stałem się internetowym celebrytą, a prawdziwi księża nie mają na to czasu.
Wiem, że nie powinienm się tłumaczyć, ale chcę to napisać, bo zdarza się to już któryś raz z kolei.
Drodzy Państwo, opisując różne sytuacje z mojego życia codziennego, nie mówię, że jestem wyjątkowy, jedyny i najlepszy ksiądz na świecie. Mam już trochę lat i wiem, że życie jest bogatsze niż to, co napiszemy o sobie w mediach społecznościowych. Nigdy nie stawiałem i nie stawiam życia w necie ponad życie realne, właśnie dlatego od kilku lat nie udzielam porad przez maile czy inne komunikatory, nie prowadzę internetowego kierownictwa duchowego, dla mnie internet jest pierwszym krokiem do spotkania z realnym człowiekiem lub pokierowania tego człowieka do kogoś innego. 
W Polsce jest mnóstwo świetnych sióstr zakonnych, ludzi świeckich i księży, którzy dla Kościoła robią niesamowite rzeczy, a nikt o nich nigdy w przestrzeni medialnej nie słyszał. Mam dla tych ludzi wielki szacunek, tym bardziej, że przez lata prowadzenia ludzi w kierownictwie, wiele razy słyszałem o nich dobre świadectwa. Kiedy piszę o sobie, pokazuję swoje codzienne, banalne życie, to nie w opozycji do innych, ale właśnie min. po to, by pokazać, że my katolicy, ale także duchowieństwo jesteśmy normalnymi ludźmi, byśmy w końcu przestali się wzruszać tym, kiedy ksiądz pokazuje zdjęcia choćby jedzenia, które właśnie ugotował dla swoich przyjaciół.
Bardzo to dziwne jest, kiedy ktoś pisze: za dużo masz czasu. Z całym szacunkiem, ale mam czas taki sam jaki inni – 24h/dobę. Warto mieć umiejętność planowania i dobrego dysponowania swoim czasem, wtedy można sporo czasu wygospodarować wiele czasu. Bardzo to wkurzające jest, kiedy ktoś przychodzi w przestrzenie, w których jestem obecny i pisze, że nie może tego czytać, że to go wkurza. Zawsze mam tylko jedną radę: zdobądź umiejętność filtrowania informacji, które do ciebie docierają, dbaj o higienę czasu, który spędzasz w mediach.
Moje profile, strona internetowa nie są lekturą obowiązkową. Można w tym nie uczestniczyć, ale kiedy ktoś decyduje się na taki krok, to proszę nie mieć do mnie pretensji, że nie godzę się na to, aby być dla kogoś spluwaczką czy workiem treningowym, w radzeniu sobie z emocjami czytelników. Moje pisanie to nie jest wykład teologiczny, ale dzielenie się moim osobistym doświadczeniem wiary. Nie każdemu moja wrażliwość musi odpowiadać – ja to wiem, proszę by pamiętali o tym moi czytelnicy.
Nie, to że jestem księdzem nikomu nie daje prawa do tego, by traktować mnie jak piłkę do kopania. Szczególnie dziwi mnie to, kiedy kopią katolicy.
Ja wiem, że nie przekonam tych, którzy we krwi mają przymus czepiania się, bardziej piszę to dla tych, którzy czują niesmak, kiedy pojawiają się kolejne wiadra pomyj.
Dobrego dnia.