Zaznacz stronę

Wszyscy podziwiali Jego słowa. Zachwycali się nimi. I nic z tego. Dowalili prostackim stwierdzeniem: znamy gościa, jest synem Józefa i niech tu się nie wymądrza.

Próbuję nieraz powiedzieć ludziom to samo, co On wyczytał z Izajasza. Ludzie, macie wolność, Pan rozrywa wasze kajdany, daje wam nowe serca. Ludzie, nie ma już niewolnika i możecie być wolni. I co słyszę? Człowieku, zamilknij, kim ty jesteś? Jakimś zwykłym księdzem, jezuitą, pomyłką jezuickich przełożonych. Znamy cię przecież doskonale. Jesteś niedojrzałym człowiekiem. Odejdź ze swoimi mądrościami. My wiemy lepiej, jak jest. Słyszeliśmy coś o jakimś Jezusie, co nas niby zbawił, dał nam wolność i te wszystkie sprawy, ALE… Ale my musimy się chronić przed zagrożeniami, musimy innym powiedzieć, co mogą czytać, oglądać i słuchać. Tak, tak słyszeliśmy o tym, że niby Jezus nas zbawił i jest miłosierny, ale nie możemy o tym ludziom mówić za często, bo nie będą się bali Boga. My musimy powiedzieć im o wszystkich zagrożeniach, bo oni tak naprawdę są niemądrzy, dziecinni, a my już wiemy, jak jest.

Jezus przyszedł z Dobrym Słowem, ale oni nie chcieli tego słuchać, „bo nigdy tak nie było”, „zawsze było inaczej”.

Przesadzę, jak powiem, że czasem czuję się jak Jezus w nazaretańskiej synagodze? Nie. Często się tak czuję. Łatwiej głosić niewierzącym niż katolikom. Łatwiej przekonać człowieka spoza Kościoła, że Bóg jest dobry i nie ma w tym żadnych „haczyków”, niż katolika.

Nie lubimy, kiedy Jezusa głosi nam ktoś, kogo znamy, ktoś, o kim wiemy jakieś „miejscowe” tajemnice. Łatwiej zaprosić nam proroka z dalekiego kraju, szukać wielkiego prymasa, iść na konferencję eksperta niż posłuchać swoich bliskich, a przecież i przez nich Bóg mówi. Nie lubimy „prostych” metod komunikowania się Boga z nami.

Przesadzam? Już nie raz słyszałem, że jestem imbecylem, prostakiem, mało empatycznym, nic nierozumiejącym i mającym płytki intelekt człowiekiem. Ile razy już słyszałem, że nie mam prawa, albo jakim prawem tak mówię i piszę? Czasem się zatrzymuję i próbuję tłumaczyć, ale często już „przechodzę obok i się oddalam”. Sam jestem słaby, mam grzechy, ale nigdy nie pozwalam sobie na to, by kogoś, kto głosi mi Jezusa Zmartwychwstałego, nie szatana i jego aniołów, chcieć wyrzucić od siebie.

Jak się okazuje, można Go znać doskonale, można być blisko Niego, a On przechodzi obok, bo wolę słuchać siebie i swojej „wiedzy” niż Słowa, które przychodzi z wolnością, również od mojej „wiedzy”, przychodzi ze zmianą.

SŁOWO