Zaznacz stronę

SŁOWO

Burza, wszystko zmierza ku tragicznemu końcowi, spanikowani mężczyźni, którzy z wodą mają do czynienia na co dzień, a Ten w końcu przebudzony, pyta dlaczego są małej wiary. Nie wiem do końca, co Jezus chciał im pokazać, ale ja tu widzę, że znów przypomina mi o dystansie, jakby mówił: kiedy wierzysz, to choćbyś ginął, to nic złego ci się nie dzieje. To życie nie jest celem, celem jest coś więcej – to, do czego zmierzamy. I tak jak dobre jest spokojne życie za klawiaturą, ołtarzem, w konfesjonale, tak samo dobra jest śmierć. Wszystko jest tylko jeszcze jednym krokiem do Celu.

Oni znaleźli się w trudnym położeniu, nazwalibyśmy to sytuacją graniczną. I wtedy, jak większość z nas, patrzą na siebie i swoje cztery litery, na to, jak jest im źle i że grozi im niebezpieczeństwo. W sumie to naturalne, ale chrześcijaństwo nas wzywa, byśmy przekraczali naturalne odruchy, byśmy patrzyli na Jezusa, nie na swoje (nawet uzasadnione) lęki. Jest moment, kiedy zaczynają patrzeć na Jezusa, ale tylko po to, by On podzielił ich lęk, by był jak oni. Krzykliwi i płaczliwi. Można krzyczeć do Boga w sytuacji trudnej, ale tylko po to, by krzyczeć. Nie ma w tym wiary, że On wszystko może, a żadna sytuacja nie jest straconą.

Bóg utrudnia nam czasem życie, dopuszcza, byśmy się znaleźli w środku burzy, by puściły wszystkie nasze hamulce (wiedza, doświadczenie, relacje). Nagle wygodne życie, które było tak przewidywalne, rozwala ci mordę i leżysz w swojej własnej krwi i nie wiesz, od kogo i za co dostałeś. Wtedy możesz wstać i walić wszystkich innych po mordach. Możesz dalej leżeć i się wykrwawiać, a możesz wstać i zrobić coś wbrew naturze, zapytać się siebie, jak w tym wszystkim możesz ich kochać?

Po co patrzeć na Jezusa w momencie, kiedy wszystko się wali? By wpaść w cyniczną pobożność, która wszystko zwala na Boga? Mam na Niego patrzeć i uczyć się, jak uciszać burze, mam od Niego uczyć się mocy nienaturalnej.