Zaznacz stronę

nadzieja
SŁOWO
Bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest.
Mam być gotowym do uzasadnienia nadziei, która we mnie jest. Jest?
Nadzieja. Nie wiara w Boga, nie deklaracja o wyznaniu, o religii. Piotr mówi o nadziei, bo doskonale, po swoich przejściach wie, że jej utrata ma w nas taki sam skutek, jak zatrzymanie oddechu. Kończy się życie.
Zły atakuje w nas najdelikatniejsze i najważniejsze miejsca, na których najbardziej nam zależy.
Najpierw uderza w moją tożsamość,w podstawowe pytanie: kim jestem? Bóg będzie nam mówił, że jesteśmy wyjątkowi, niepowtarzalni i ukochani. Zły powie, że kiedy patrzysz na samego siebie, to widzisz tylko tandetną podróbkę innych.
Nasze serca stworzone przez Niego mówią, że jesteśmy powołani do wielkich spraw, że możemy żyć z rozmachem, posiadać pragnienia. Zły podcina nasze skrzydła i pokazuje, że nie da się żyć pełnią, że moje życie to życie z ochłapów, a więc trzeba na maxa kombinować, żeby coś dla siebie urwać.
Rejony, w których to się dzieje, to:praca, rodzina, szkoła, relacje.
Konsekwencją tych ataków jest to, że najpierw przestajemy słyszeć łagodne wezwania od Tego, Który nas zaprasza do swojej Przygody. Później wchodzimy w kolejne kłamstwo i zamiast uporać się z atakami, zgadzamy się na uśmiercanie w nas nadziei. Stajemy się maszynami w ludzkim ciele.
Naszym celem jest przetrwanie, wegetacja, w której czasem pozwolimy sobie na cukierka.
Przesadzam? Nie, nie przesadzam. Jeśli teraz wyszlibyśmy na zewnątrz, to zapewniam Was, że nasze twarze, które doskonale mówią o tym, co jest w naszych sercach, nie przekonają nikogo w tym mieście, że jesteśmy osobami żyjącymi nadzieją.
Wy Mnie widzicie, ponieważ Ja żyję i wy żyć będziecie. Siła i życie jest w wpatrywaniu się w Niego. Tu nie chodzi o coś, co nazywamy życiem wiecznym, pojęcie abstrakcyjne dla większości z nas. Chodzi o życie tu, na ziemi, życie z nadzieją, że to wszystko ma sens, że jest dobre. Że ja jestem dobrym człowiekiem, mężczyzną, kobietą.
Ponieważ Ja żyję, wy żyć będziecie. Moje życie jest bezpośrednio zależne od Jego życia. Nie na zasadzie pilnowania mnie, ale na zasadzie miłości. Z tego robi się miłość dynamiczna, ja, Ty, Jezus, Ojciec, Duch Pocieszyciel. Sam o tym mówi. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie.
Nasza perspektywa to naprawdę nie jest służba dla Boga, bycie niewolnikiem, który ma wypełniać przykazania; nasza perspektywa, to życie w Trójcy, życie w samym Bogu.
W codzienności, znaczy to tyle, że nie muszę tracić sił i czasu, na walkę ze strzałami, które ranią moje serce, o których mówiłem na początku, ale że mogę słyszeć i realizować, zaproszenie do życia, do jakiego mnie Bóg stworzył.
Czy Jezus żąda dowodu miłości? Mówi: jeśli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Można odnieść wrażenie, że to echo naszego ludzkiego gadania: jeśli mnie kochasz, to udowodnij. Tam, gdzie jest żądanie dowodu, tam nie ma miłości. Jest miłość egoistyczna, obarczona strachem odrzucenia.
Więc, o co idzie Jezusowi? Wystarczy przyjąć, że podstawowym przykazaniem nie są zakazy i nakazy z Dekalogu, ale że On sam jest tym podstawowym przykazaniem. A więc chodzi o to, by zwrócić swoją uwagę na Niego.W Nim szukać realizacji swoich tęsknot.
Jeśli ktoś, kogoś kocha, to z tym kimś dzieli swoje życie, bardzo się do tej osoby upodobnia. Miłość sprawia, że utożsamiam się z tym, kogo kocham. Chcę tego kogoś poznawać.
Zróbmy wszystko, na co nas stać, byśmy byli w stanie obronić w nas samych nadzieję, nawet nie tyle obronić, co uzasadnić. Abym ja sam, najpierw w swoim odbiciu zobaczył nadzieję, a później by inni ją we mnie zobaczyli.
A siłę czerpmy, nie z własnej woli, choć ona jest konieczna, ale z wpatrywania się w Niego.