Zaznacz stronę

SŁOWO

Słyszę dziś: Zaprawdę powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.

Co jakiś czas przeglądam profile ludzi, których kiedyś – jako duszpasterz młodzieży – próbowałem prowadzić do Boga. Ostatnio ktoś przysłał mi śliczne zdjęci jednej z par, która kiedyś należała do mojego duszpasterstwa, odeszli z Kościoła. Wiele osób, które mnie słuchały, żyły obok mnie, odeszło z Kościoła, straciło wiarę. I ja się boję tego, że Pan mi kiedyś powie: to przez ciebie.

To, jak bardzo ciężkie są to dla mnie słowa i sprawdzian, sprawia, że wiele razy już prosiłem, by zabrał mi to zadanie. By wziął ze mnie ciężar tej odpowiedzialności, by mnie uwolnił od bycia kimś, kto ma innym pokazywać drogę.

Jest we mnie drżenie o to, że nie uczyniłem (a to jest pewne) wielu rzeczy, które mogły sprawić, że inni znaliby Jezusa, że chcieliby swoje życie z Nim związać.

„Gdyby wszyscy księża byli tacy jak ty, to kościoły byłby pełne, sam zacząłbym chodzić do kościoła”. To jedno ze zdań, które zawsze mnie rozśmiesza do rozpuku. Po pierwsze trudno powiedzieć, po wpisach internetowych, jakim ktoś jest człowiekiem. Po drugie takie same zdania słyszą księża, którzy bardzo różnią się w myśleniu i podejściu do świata. 

Nie ma księdza – w tym mnie – na którym można zbudować Kościół czy wiarę. Coś takiego, zawsze będzie tylko budowaniem na emocjach, odczuciach. Na chwilę, dopóki ten, czy inny człowiek, będzie nam odpowiadać. I to jest duża pokusa dla obu stron.

To robienie innym, czegoś, o którym mówi Jezus nie koniecznie musi wiązać się ze złem wprost. Czasem to może być po prostu uleganie pokusie zatrzymania na sobie, a to w chrześcijaństwie, ale chyba w każdym sposobie na życie, jest złem. Jest złem, bo zagarnia wolność drugiego.