Zaznacz stronę

Obraz krzewu winnego kojarzy mi się z tym, co powiedział mi parę lat temu mój były już współbrat. Rozmawialiśmy o tym, co wtedy przeżywałem, jakie uczucia się w mnie pojawiały, było wtedy we mnie sporo lęku. Paweł powiedział mi wtedy, że nasz Bóg jest zdrowo pokręcony.

Krzew winny jest rośliną pokręconą. To nie jest prosta łodyga, z której na czubku wyrasta owoc. A jednak przy całym swoim pokręceniu każdy pęd jest karmiony i ma szansę na owocowanie. Ten obraz nie mówi tylko o tym, co oczywiste, że mamy żyć w jedności z Bogiem – to wiemy, ale on też mówi o tym, że  życie w tej jedności nie jest proste, i że sam Bóg, który jest winnym krzewem, nie jest prosty. Takie spojrzenie jest słowem nadziei dla tych wszystkich, którzy ciągle pytają siebie samych – w jaki sposób żyć, by dobrze żyć, dla tych, co mają wrażenie ciągłego miotania się.

Chrześcijaństwo jest wspaniałą drogą, dopóki nie zrobimy z niego systemu prostych i oczywistych odpowiedzi na pytania w każdej dziedzinie naszego życia. Jak w pierwszym czytaniu. Wszyscy wiedzieli, kim jest i jaki jest Paweł i że należy go unikać. Prosty schemat. A jednak znalazł się Barnaba, który nie bał się zobaczyć pokręconych losów Pawła jako czegoś dobrego. Podjął ryzyko polegające na dostrzeżeniu tego, że każda sytuacja i doświadczenie może służyć dobru, jeśli dobrze się do niego podejdzie.

A więc, jeśli nasz Bóg jest zdrowo pokręcony i gwarantuje nam, że może czynić rzeczy niemożliwe, uczy nas tego, że mamy nie zamykać się na inne możliwości niż te, które uznajemy za bezpieczne, to trzeba nam dążyć nie tyle do zapewnienia poczucia bezpieczeństwa swojemu życiu, ale do wyruszenia w nieznane i nowe. Często nawet nie ruszając się ze swojego mieszkania. Bo to nowe, nieznane musi się rozpocząć w głowie, w myśleniu.

Bóg patrząc na nas, ciągle jakby musiał zmieniać swoje myślenie o nas, bo się zmieniamy. A my już inaczej – raz wyrobimy sobie o kimś, o sobie samych, swoim życiu zdanie i trwamy przy tym. Niektórzy doznają przez lata krzywdy w swoim życiu i nic nie zmieniają, bo nie wypada, bo nie wolno, bo coś tam.

Chrześcijaństwo, wiara, którą co tydzień wyznajemy, to nie jest prosta łodyga z jednym owocem na jej końcu. To cały system pokręconych ze sobą pędów. To, co zapewnia życie, to nie super uporządkowanie, a trwanie w Bogu, czyli to ciągle karmione pragnienie, by do Niego się odnosić.

U Boga nie ma gotowców. Tak jak nie było gotowca na Pawła, wcześniej na Abrahama, Mojżesza i innych, tak nie ma takiego gotowca na Twoje i moje życie. Bóg nie jest systemem teologicznym, jakąś raz na zawsze ustaloną definicją. Jest prawdziwym żywym organizmem, jak krzew winny, a od czasów Jezusa wiemy bardzo dobitnie, że jest żywą osobą. Już kiedyś pisałem, że Królestwo Boże jest niebezpieczne. Potwierdzam, jest. Nie da się być chrześcijaninem i spokojnie sobie siedzieć i odhaczać poszczególne sakramenty, modlitwy, obowiązki religijne. W chodzeniu za Bogiem jest wiele znaków zapytania, wiele momentów, w których trzeba zaryzykować.

Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Podczas tej wspomnianej na początku rozmowy usłyszałem, że mam prosić o dwie sprzeczne ze sobą sprawy. Długo zastanawiałem się nad tym, jak mam prosić Boga o dwie sprzeczne ze sobą sprawy? Przecież wygodnie jest prosić i rozumieć świat na zasadzie: albo, albo. A może rozwiązanie naszego konkretnego problemu leży całkowicie gdzie indziej, niż nam się wydaje? Może Bóg nie daje odpowiedzi, bośmy sobie wymyślili już wcześniej swoją odpowiedź, bez względu na to, czy ona jest dla nas przyjemna czy nie? Może trzeba podjąć ryzyko wyjścia w nieznane? Jak Mojżesz do Ziemi Obiecanej. Nie ma gotowca, bezbolesnego przejścia. Jest tylko obietnica, że kto będzie trwał w Nim, przeżyje.

Warto zobaczyć, że ta Ewangelia jest bardzo ryzykowna, bo ona nie mówi tylko o poczuciu bezpieczeństwa wynikającym z przynależności do krzewu, ale też o tym, że z tej jedności wynika nasza zdolność do robienia wielkich rzeczy, cudów, jak kto woli. Chrześcijanie często przemilczają te fragmenty Ewangelii. Te zdania, w których Jezus mówi „spełni się wszystko, co chcecie, będziecie robić znaki” są dla nas bardzo niewygodne. Może czas na cuda w Twoim i moim życiu? Może czas się odważyć i zrobić coś szalonego? I nie tłumaczyć już z góry, że to się i tak nie uda. A skąd możesz wiedzieć, że się nie uda? Trzeba zaryzykować, a to boli. I to jest realny ból. Podjęcie ryzyka robienia cudów, a więc zmieniania siebie i rzeczywistości, w której się żyje, to jest kolejny dowód na spotkanie Zmartwychwstałego.

SŁOWO