Zaznacz stronę

Cyrus, król Perski nie był pobożnym Żydem, a jednak Bóg się nim posługuje. Podobna sytuacja wydarzyła się za czasów Jezusa. Dzięki nakazowi pogańskiego Cezara, Józef i Maryja byli zmuszeni udać się do Betlejem. Dziś już wiemy, że dzięki temu wypełniło się to, co sam Bóg zapowiedział. Wspominam o tym, bo dość łatwo części ludzi wierzących, przychodzi podział na naszych i nie-naszych.

Myślę, że warto, pamiętając o tamtych historiach, zobaczyć, że Bóg może posługiwać się każdym władcą i rządzącym. Może właśnie w czasie, kiedy rządzi nie-nasz, zamiast wydawać wyroki potępiające, wierzący chrześcijanin powinien przyznać się do tego, że tak naprawdę nie wierzymy Bogu i próbujemy za wszelką cenę, zrobić ten świat po naszemu i właśnie nad tą niewiarą popracować. Warto zobaczyć inną możliwość, szczególnie w sytuacji po ludzku, wydawałoby się beznadziejnej. Bóg jest większy od naszych strachów, od naszych czarnych scenariuszy.

W Polsce ciągle jesteśmy podzieleni. Warto zapytać siebie samego, czego tak naprawdę bronię i na ile, to rzeczywiście wynika z mojego codziennego życia, a na ile jest tylko przyłączeniem się do innych? Najlepiej, a zarazem najtrudniej bronić wartości, rzeczywiście wierząc w Boga, nie kłamiąc, nie kradnąc, nie obgadując, żyjąc w czystości.

Ta historia z Cyrusem i Ewangelia pokazują, że życie często nie jest czarno – białe, że plączą się w nim różne wartości. Chrześcijanin ma być tym, który szuka Boga w każdych okolicznościach, nawet jeśli rządzi pogański król, a nie ma być tym, który potępia człowieka. Nasze potępienia wynikają częściej ze strachu, niewiedzy, z konieczności wychodzenia z utartych schematów, niż z obrony tzw. wartości. Bóg się sam obroni. Naprawdę. My mamy inne zadanie. Mamy bronić owych wartości w naszym życiu. Świadectwo i tylko ono zmienia drugiego człowieka.

Do Jezusa podchodzą ludzie i mówiąc najprościej – zaczepiają Go. Widać to w sposobie mówienia. Początek ich mowy, trochę cuchnie podlizywaniem się. Wiemy, że jesteś prawdomówny, niezależny, zależy nam na twojej opinii. Mówią to ludzie, którzy nie raz chcieli pochwycić Go na jakimś niewygodnym zdaniu. Ich celem jest, poprzez ładne słówka, uśpić czujność Jezusa.

Przełóżmy to na nasze życie, zobaczmy jak często zaczynamy właśnie tak: wiemy, że jesteś wielkim Bogiem, wiemy, że wszystko od Ciebie zależy, wiemy, że jesteś niezależny. Jednak zaraz potem i tak decydujemy po swojemu. W relacjach z drugim człowiekiem jest podobnie. Ile razy, tak zaczynamy dialog, by coś osiągnąć, by uśpić jego czujność, aby go potem pochwycić na jakimś słowie, które będzie dobrym wyrokiem dla niego?

Jezus miał świadomość, że kiedy opowie się za cezarem, oskarżą Go o brak wiary, kiedy opowie się tylko za Bogiem, oskarżą Go o anarchię. Tymczasem Jezus wie, że jest jeden Pan i Bóg i nie da się oddzielić naszego życia codziennego od Boga. Bo, albo Bóg jest we wszystkim, co życiem nazywamy, albo Go nie ma. Nie ma życia prywatnego i życia religijnego. Czasem ludzie próbują tak robić, widać to szczególnie, kiedy się z kimś rozmawia o jego modlitwie. Moja modlitwa jest jałowa, moja modlitwa nic mi nie daje. Itd. Nie daje mi nic. Jest jałowa, bo nie jest osadzona w realiach. Jeśli na modlitwie próbujemy odłączyć Boga od naszego życia codziennego, od konkretnych spraw i sfer, bo uważamy, że są mało pobożne, to potem nic nam ona nie daje. Oddzielamy Boga od tego, co cesarskie w naszym życiu. Dlaczego by z Bogiem na modlitwie nie gadać o emocjach, o uczuciach, wkurzających sąsiadach, o pieniądzach, o seksie, o zakupach w Tesco? Często wolimy pozostać na poziomie porannego i wieczornego pacierza. W sumie to wygodne, bo jeszcze by Bóg zapytał o coś niewygodnego?

Nie pozwólmy na to, by w swoim życiu, robić getta profanum. Niech On będzie obecny, w naszym życiu, cały czas. W pierwszym czytaniu o tym jest mowa: beze Mnie nie możecie niczego uczynić. To jest trudne, bo wymaga, od nas takiego stylu życia, by nie było w nim niczego, czego byśmy się wstydzili, o czym nie moglibyśmy innym powiedzieć. Jednak kiedy zaczniemy starać się tak żyć, odkryjemy jedno – wszystko w naszym życiu będzie sacrum, bo będzie przesiąknięte Boga obecnością. To jest coś, co jest w zasięgu naszej ręki. Jedno musimy tylko uczynić. Spróbować przejąć się Bogiem, spróbować nie patrzeć na Niego, jak na władcę, któremu trzeba coś oddać, jak cezarowi, ale popatrzeć na Niego, jak na Tego, który nazwał ciebie twoim imieniem, pełnym zaszczytu, chociaż Go nie znałeś. Spróbować popatrzeć jak na Tego, który daje ci imię, ale imię pełne zaszczytu, nazywa cię swoim, swoim przyjacielem, chociaż ty nic w zamian nie dajesz. Wiem, że trudno to przyjąć. Nie umiemy przyjmować takich darów, bo czynią nas one bezbronnymi. Ale właśnie taki On jest.

SŁOWO