Zaznacz stronę

Pragnieniem każdego człowieka jest takie życie, w którym czuje je całym sobą, w którym wie, że żyje w ziemi obiecanej pełnią życia. Jednak jest też w nas taka tendencja, by warunki wejścia do tej ziemi ciągle modyfikować. Jest w nas coś, co podpowiada nam, że umowa, którą Bóg z nami zawarł, jest dla nas niekorzystna. Wmawiamy sobie, że trzeba ją (cichaczem) zmienić. Ile razy w naszym życiu mówimy, że dziś trzeba umieć zakombinować, umieć się dostosować, dialogować, próbować wszystkiego, użyć drugiego człowieka? Jak rzadko nasze świństwa nazywamy grzechem, potrafimy wiele spraw złych – dopóki nas one nie dotykają – wytłumaczyć tanią psychologią, czy tzw. człowieczeństwem, współczuciem. A nawet kiedy już z jakichś powodów przyznamy się do tego, że zgrzeszyliśmy, to często na zasadzie chwilowego stwierdzenia, że to złe, ale żyć z tym trzeba i lepiej jakby Kościół, Bóg zmienili zdanie i dostosowali swoje gadanie do czasów współczesnych.

Wprowadzajcie zaś słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie. Religijność czysta i bez skazy wobec Boga i Ojca wyraża się w opiece nad sierotami i wdowami w ich utrapieniach i w zachowaniu siebie samego nieskalanym od wpływów świata (Jk). To jest odpowiedź na nasze kombinowanie, to jest weryfikator tego, co nazywamy naszym wierzeniem w Boga. Jeśli w człowieku, w chrześcijaninie nie obudzi się w pewnym momencie silny głód nie-kombinowania, zmierzenia się ze swoją nędzą i pójścia z nią do Boga, to wiara zanika, albo zaczyna kostnieć i o tym mówi Ewangelia.

Jezus mówi o Królestwie Bożym, o tym, że Bóg stał się jednym z nich, że nigdy wcześniej nie był tak blisko, że człowiek w końcu ma możliwość być z Bogiem na równi, bo Bóg stał się człowiekiem. A oni co robią? Zajmują się sprawami mało istotnymi, czystością rąk, kubków.

Też tak robimy. Wystarczy popatrzeć na naszą modlitwę, na nasze rozumienie przykazań, nasze przystępowanie do sakramentów, post i przeżywanie wiary. Ciągle mamy problem z włączeniem tego do codzienności. Próbujemy jakoś Boga umieścić w naszej rzeczywistości. Świetnie do tego wykorzystujemy sakramenty, które zamiast nam pomagać z Nim się spotkać, często stają się możliwością upchania Boga do naszego myślenia, do zdefiniowania Go. Chrzest, komunia, bierzmowanie, ślub, pogrzeb. W międzyczasie spowiedź, w której trzeba automatycznie powiedzieć to, co zazwyczaj, bo tego się wymaga, bo takie jest prawo. No i pacierz czasem wieczorem. A Bóg w tym wszystkim? No gdzieś jest, przecież to sakramenty w końcu – tak wielu mówi. Czasem się zastanawiam, ile jest Boga w naszym życiu religijnym. Ile jest Go w patrzeniu na drugiego człowieka, innego od nas?

Jak łatwo powiedzieć, że świat jest pełen diabła, ludzi żyjących wartościami innymi niż chrześcijańskie, że tęcza na Pl. Zbawiciela to obrażanie chrześcijaństwa, a tak trudno zobaczyć, że w naszym sercu jest zło. Tak łatwo wydać wyrok na wszystko i na wszystkich, zapominając o tym, co mówi dziś Jezus. Z serca człowieka pochodzi to zło.

Bóg jest w tęsknocie za nami. On siedzi i czeka. Jemu nie chodzi o idealne wypełnienie prawa,  o czystość formułek, o ilość zdrowasiek w naszym pacierzu. Bogu nie chodzi o to, byśmy sobie o Nim czasem przypominali. Jemu chodzi o to, byśmy Go wpuścili do wszystkiego, co w nas jest. Szczególnie do naszych zranień, naszych grzechów, słabości, największych świństw. Nawrócenie to nie jest tylko wypowiedzenie swoich grzechów z okazji spowiedzi. Właśnie jeśli widzimy, że z czymś sobie nie radzimy w życiu, coś ciągle wraca w naszych spowiedziach, coś staje się problemem, z powodu którego chcemy zostawić Boga, sakramenty, to tym bardziej powiedz Mu o tym.

Po co to wszystko? Po pierwsze, by żyć pełnią, nie tylko namiastką życia. Po drugie, by kiedyś nie usłyszeć, że Bóg był dla nas ważny tylko zewnętrznie, w tradycji. Bóg chce naszego serca. Chce nas, nie naszych uczynków, nie naszego łaskawego pacierza, chce byśmy przed Nim nie grali. Bo czasem tak wygląda ten nasz kontakt z Nim, jak przywitanie biskupa. Kwiaty, wierszyki, słodkie to wszystko aż mdli, a i tak wszyscy myślą swoje. On chce, byśmy Go czcili sercem, a to znaczy nic innego jak wejście w głębszą relację, nie tylko niedzielnej mszy, nie tylko spowiedzi przed chrztem i pacierza w biegu. To jest trudne, to jest wysoka poprzeczka, ale czas w końcu się obudzić, czas w końcu zobaczyć, że życie ucieka, a my często stoimy w miejscu. Tak jesteśmy przyzwyczajeni do naszych grzechów, słabości, że boimy się pozwolić Bogu wejść w nie. Bo lepiej nam z nimi, niż z Nim.

Odwagi, nie bójmy się życia prawdziwego, innego, niż to, które znamy z naszej codzienności.

SŁOWO