Zaznacz stronę

Andrzej był upartym i zawziętym mężczyzną, co wyraźnie zauważyli przełożeni przy dopuszczaniu Go do ostatnich ślubów w zakonie. Był człowiekiem bardzo kontrowersyjnym, miał tylu wrogów, co i zwolenników, a to w końcu doprowadziło go do męczeństwa. Ważne w jego życiorysie są dwie cechy: upartość i zawziętość.

Często te dwie cechy przez wychowawców są uważane za złe. Dość łatwo wychowuje się ludzi łagodnych i podatnych, bo nie trzeba się z takimi męczyć. Te dwie cechy są jednak bardzo istotne w naszym życiu. Trzeba być upartym i zawziętym, i te dwie cechy budować na Jezusie. Oczywiście, że to kwestia charakteru, ale także kwestia Ewangelii i wcielania jej w życie. Jezus i cała Ewangelia to historia o upartym i zawziętym dążeniu do celu. Kiedy uczniowie kłócą się o miejsce w Królestwie, On idzie ku Jerozolimie i mówi o tym, co będzie, i o Krzyżu. Kiedy Żydzi po rozmnożeniu chleba odchodzą, On idzie dalej i tylko pyta uczniów, czy też chcą odejść. Kiedy ludzie, po kolejnym cudzie, chcą obwołać Go królem, odchodzi dalej; jest uparty w dążeniu do celu. Czy się to komuś podoba, czy nie, Jezus idzie dalej i się nie zatrzymuje. Wie, że ciągle się naraża. Tak jak Andrzej, w swojej misji na Kresach – szedł i głosił, i z dnia na dzień coraz bardziej się narażał. Aż w końcu zapłacił za to życiem jak i Jego Mistrz.

Iść drogą Pana, to iść swoją drogą, ale w wierności: sobie, innym i Jemu. Konsekwentnie i uparcie, nie idąc na głupie kompromisy. Być na Drodze Pana, to stawać się kobietą, która jest piękna, która potrafi innych uczyć miłości i przebaczenia. Iść drogą Pana, to stawać się konkretnym mężczyzną, mającym swoje zdanie, który potrafi zawalczyć i przetrzymać napięcie. Który walczy, ale wtedy kiedy to konieczne. Być na drodze Pana, to patrzeć cały czas na Jezusa, który idzie do Jerozolimy, co Celu. I się nie cofa. Bobola był jezuitą. I to jest coś, co mnie w Towarzystwie pociąga – uparte dążenie do Celu. Spotykam wielu jezuitów bardzo słabych (ja też takim jestem), ale to, co jest niesamowite w Towarzystwie, to właśnie jezusowa upartość, która zakrywa moją słabość.

Pragnę śmierci. Nie wiem, czy to jest pragnienie ucieczkowe, czy bardziej to, że chcę już być z Nim. Zapewne obie motywacje bardzo się mieszają. Każdego dnia proszę mojego Pana, by mnie już zabrał i to jedna z niewielu niewysłuchanych moich modlitw. Jeśli pozwoliłby mi umrzeć męczeńsko (może nie tak strasznie jak Andrzej) byłoby dobrze. Kościół uczy, że to sprawiłoby, że poszedłbym na pewno do Niego.

KLIK