Zaznacz stronę

SŁOWO

Nie, Jezus nie pochwala smutku, przemocy wobec jego wyznawców i tego byśmy byli smutni. Wystarczy popatrzeć na całą Ewangelię i zobaczymy, że jest tym, który robi wszystko, by człowieka wydobyć z nędzy. Leczy, wskrzesza, rozmnaża jedzenie, wino, sprawia, że ludzie się uśmiechają, daje nadzieję tym, którzy po ludzku stracili wiele, a nawet wszystko. 

Nie, chrześcijaństwo nie jest sposobem na życie, który mówi: to jak żyjemy nie ma najmniejszego znaczenia, bo przecież liczy się tylko życie wieczne po śmierci. 

Jezus nie mówi dziś, że ubóstwo lub prześladowania, same w sobie są celem. On mówi o osobach. To osoby są błogosławione. On nie mówi, że życie w skrajnym ubóstwie jest dobre, gdyby tak było, to jako Kościół nie wpieralibyśmy potrzebujących, nie korzystalibyśmy z lekarzy. I oczywiście nie mielibyśmy żadnych pieniędzy. 

Jezus nam pokazuje, że mamy się uczyć innego myślenia. Na każdym poziomie naszego życia. 

Nie zbawimy siebie przez naszą pobożność, ale mamy być całkowicie zależni od Boga. Nie stworzymy idealnych relacji, ale mamy być zależni od Boga. Nie stworzymy polityki i społeczeństwa idealnego, ale mamy być zależni od Boga. 

Co znaczy być zależnym od Niego? To być na wskroś uczciwym w sumieniu, to pozwolić by On był arbitrem, nie ja. To wyraża się w konieczności nieustannego badania (nie oskarżania) swoich myśli, decyzji i czynów. Kryterium ma być miłość do drugiego, nie do siebie. 

Wiemy, że można żyć w pozorach. Można mówić kazania, po których przyjdą ludzie i pochwalą księdza, można być ślicznie – na mieście – uśmiechniętą żoną, która ma wokół siebie swoje śliczne dzieci, a w rzeczywistości trzymać męża w emocjonalnym dystansie. Można być bardzo uczynnym mężczyzną wobec wszystkich, a swoją żonę zostawiać ze wszystkim samą w domu. Można być pięknie i gorąco modlącym się chrześcijaninem, a zarazem zimnym człowiekiem wobec swoich bliskich. Można tutaj, w kościele, mieć ręce złożone i stać w najlepszym garniturze, a po powrocie do domu pisać w Internecie straszne rzeczy o innych, a nawet jeszcze wcześniej, wracając swoim samochodem do domu, ocenić każdego, którego dziś się spotyka. 

Pozory, to coś, co jest nam bliższe niż najbliższe osoby. I o tym mówi dziś Słowo. 

Jeśli wierzmy w Zmartwychwstałego, to musimy przestać żyć pozorami, udawaniem. 

A może czas w naszym byciu człowiekiem powiedzieć sobie, podkreślam sobie, że jesteśmy chorzy, biedni, słabi, udający silnych? On mówi do takich właśnie, nie do mocnych, nie do maxów w wierze, nie do pozorantów. 

Może jest tak, że kiedy pozbędziemy się pozorów, w których żyjemy, to będziemy w końcu szczęśliwi? Przecież udajemy i pozorujemy naszą fajność, by innym pokazać swoje szczęście, a chodzi w życiu o to, by nimi naprawdę być. Dla siebie. 

Nie, chrześcijaństwo nie jest kultem szczęścia, ale jest sposobem na życie ludzi zbawionych za darmo, wiedzących, że takimi są i chcącymi ofiarować to innym. 

I jeszcze jedno: szczęście w Ewangelii to nie jest uczucie. To przekonanie, że idę z Bogiem.

Błogosławieni nie żyjący w pozorach.