Zaznacz stronę

SŁOWO

Każdego dnia, kiedy wstaję pytam się samego siebie: Kramer, a czy ty jeszcze w Nim trwasz, czy jesteś już tylko pasożytem, żyjącym swoim życiem, ale czerpiącym z Jego soków? I nie potrafię odpowiedzieć jednoznacznie. Bo ani na pewno nie jestem całkowicie grzybem, ale też nie jestem, nie potrafię być szczepem – całkowicie wszczepionym w krzew.

To On mnie pierwszy umiłował. I to jest moja polisa bezpieczeństwa. Od Niego pochodzą soki, od Niego pochodzi życie i siła. Nie ode mnie. Naprawdę, bez kokieterii – ja – bez Niego, nic uczynić nie mogę i nie potrafię. I to nie jest przenośnia. Wszystko, co robię, opieram na Nim.
Jezus nie tylko pokazuje, że koniecznością dla owocnego życia, jest trwanie w Nim, ale odsłania po raz kolejny prawdę o naszym sercu. Ono potrzebuje być we wspólnocie.

Ten obraz z krzewem winnym może niektórych zasmucać. Bo przecież jesteśmy tylko zależnymi szczepami. Jasne, że od Boga, który jest Miłością, ale jednak zależnymi, niesamodzielnymi. I to jest przypomnienie nam, kto tu jest Bogiem.

Jednak jest w tym obrazie jeszcze coś. W nas płyną boskie soki. To sprawia, że możemy być bezczelni, odważni, znów – jesteśmy jedno z Bogiem. W naszych żyłach płynie Jego Krew. Trwanie w Nim ma być naszą radością, jeśli kogoś to smuci, to trzeba zacząć odkrywać w sobie Jego Krew. To nie jest ładny obrazek. To sprawia, że masz godność królewską, to sprawia, że nie musisz się bać, poddawać strachom, kompleksom i innym takim pasożytom.

Warto też chyba wspomnieć o tym, że choć wszystkie szczepy trwają w jednym pniu, to różnią się między sobą. Różnie są naświetlane słońcem, różni ich odległość od korzenia, różnej wielkości i ilości wydają owoce, czasem niektóre szybciej usychają. Trzeba o tym pamiętać dla… swojego serca, żeby za szybko nie dostać zawału. Jeśli jest w nas pokusa, prowadzenia każdego taką samą drogą, ubierania każdego w takie samo ubranko, to jest to działanie diabelskie. Po co się denerwować, wkurzać i jątrzyć, nie mówiąc już o szukaniu diabła, kiedy widzę, że ktoś inaczej przeżywa Boga? Ważne jest to, co mówi Jezus dalej – trwanie w Nim i umiejętność oddawania życia za drugiego.

A Paweł mówi o uznaniu wszystkiego za śmieci, za stratę, za nic nie znaczące. Już to wiele razy pisałem. Paweł, w tym miejscu, wcale nie bawi się w ładne słówka. Tam jest brzydkie słowo: ludzkie odchody, gówno. Nie upieram się przy tym słowie, bo chcę być tanim prowokatorem. Nie chcę być oryginalny, bo to Paweł wymyślił. Upieram się przy tym słowie, bo po pierwsze, właśnie tak Paweł to przeżywał, bardzo radykalnie, wszystko uznaje za nic, ze względu na poznanie Pana Jezusa. Po drugie, dla mnie to bardzo mocne wyzwanie. Tak żyć, by On był najważniejszy. I nie chodzi o słowo, takie czy inne, ale chodzi o radykalizm, o podniesienie poprzeczki. Chrześcijaństwo, jak je poznaje, nie jest religią pięknych słówek, jest Drogą Wiary, która musi się skończyć oddaniem życia.

W swoim życiu usłyszałem wielokrotnie, że stawiam siebie w miejsce Boga, że jestem arogancki i pyszny, bo piszę takie rzeczy, jak na tym blogu. Nie jestem, nie mówię, że już to zdobyłem, ale biegnę ku mecie. A jak ktoś kiedyś parał się bieganiem wie, że to jest sport, w którym są różne etapy, jest lekkość biegania, są kolki, jest potworne zmęczenie, zniechęcenie, jest pot i smród. Pędzę ku mecie i stąd moja bezczelność, bo staram się w Nim trwać.
Wiem, że mój sposób biegania może się komuś nie podobać, ale takie właśnie mam nogi, mam małą nadwagę, nie jestem postury atlety, mam słabą kondycję i nie biegam w najkach

Ps. Proszę Was o wsparcie: KLIK