Zaznacz stronę

SŁOWO

Jezus nie jest miłym chłopcem, który patrzy na rzeczywistość i stoi nic nie robiąc. Cały czas działa. Wchodzi do świątyni i rozgania zgraję kupców, jest pełen pasji i gorliwości.

W każdym z nas pojawia się jakaś pasja i gorliwość, jednak czasami potrafi nas ona prowadzić do skrajnie różnych wyborów. Można ożywiać, szukać życia, a można zabijać, ranić, niszczyć, lub stygnąć. Jezus wchodzi do świątyni, a więc w przestrzeń ludzi, którzy z Bogiem są różnie związani. Jedni chcą z Nim nawiązać relację, inni swoją modlitwą sprawić cud, albo po prostu się tam schować przed złym światem i uciec od problemów, albo by na Bogu ubić jakiś interes. Z nami jest podobnie. Różne są motywacje bycia przy Jezusie, w Kościele i we wspólnocie. Różnie też podchodzimy do naszego życia. I właśnie do tego Jezus dziś wchodzi i to rozwala.

Pytanie teraz jest takie: czy pozwolisz Mu rozwalić to, co jest twoją motywacją i twoim schematem? I czy po tym „zabiegu” obrazisz się na Niego? A może dalej będziesz udawać, że nic się nie stało?

„Arcykapłani i uczeni w Piśmie oraz przywódcy ludu czyhali na Jego życie. Tylko nie wiedzieli, co by mogli uczynić, cały lud bowiem słuchał Go z zapartym tchem”. Ta Ewangelia to wezwanie do zapragnięcia podniesienia się z marazmu, by być takim jak On. Po pierwsze, mamy żyć na „granicy życia”. Oni czyhali na Jego życie. On ich po prostu wkurzał, był dla nich wyrzutem i znakiem, który ich drażnił. Nie był konformistą, którego wszyscy lubią, albo który jest nijaki – i z tymi trzyma i z tamtymi, bynajmniej nie dlatego, że jest aż tak silną osobowością, że szanują go jedni i drudzy, lecz po prostu jest tak słaby, że boi się określić. Po drugie, ludzie Go słuchali z zapartym tchem. Był kimś.

Takim kimś mamy być: ty i ja. Nie przeciętniakiem w tłumie, który, jak widzi idiotę, nie reaguje, tylko się też śmieje, bo tak łatwiej, taniej i wygodniej. To nie jest zadanie dla maxów, to nie jest dla wybranych, to jest dla nas.

Zetrzyj wrogów. Najpierw tych w sobie. Lenistwo, gnuśność, brak pracy, bylejakość, złość, dwulicowość, udawanie, że czegoś się nie widzi. A potem zetrzyj wrogów, którzy na ciebie plują – miłością, dobrym spojrzeniem i słowem, brakiem osądu i plotki. Zetrzyj wrogów sposobem życia i radością, która płynie z przekonania, że żyję z Panem Zmartwychwstałym.

Jeśli ktoś słabnie na tej drodze, to niech wróci do modlitwy i medytacji Słowa. Jeśli ktoś słabnie na tej drodze, niech wróci do sakramentów. Dziś w antyfonie były takie słowa: Moje owce słuchają mojego głosu, Ja znam je, a one idą za Mną. Trzeba nam słuchać Pana, Jego głosu i iść za Nim. Jednak nie idzie się za nieznajomym. Jednak żeby kogoś poznać, trzeba zaryzykować, pogadać, spędzać czas. A więc spędzajmy z Nim czas, a więc poznawajmy Pana, który chce, byś była, byś był Jego. Zapalcie serca do życia, do radości i uśmiechu. Tylko budujcie to na prawdzie o sobie. Tej dobrej i tej złej. Nie na odczuciach i emocjach, ale na prawdzie.