Zaznacz stronę

Wracam od rana do Borysa Fiodorowicza. Kiedyś wykręciłem się od napisania recenzji do jednej z jego prac, jako powód podałem – zgodnie z prawdą – to, że nie znam się na sztuce. Jednak w głębi serca wiedziałem, że boję się „nalotu” różnego rodzaju recenzentów mojego profilu, którzy zaczną mnie hejtować za wspieranie kogoś, kto według nich obrażą uczucia religijne. Jednak od tamtego momentu zaglądam do Borysa często. I coraz bardziej jestem urzeczony tym jak potrafi patrząc na wydarzenia, wpleść w nie odniesienie do chrześcijaństwa. On twierdzi, że łączy sacrum i profanum, ja uważam, że raczej w naszej codzienności dostrzega Boga. Doświadczenie Boga jest bardzo subiektywnym doświadczeniem. Borys widzi Go tak, ktoś inny inaczej. Rzecz w tym, żebyśmy naszych doświadczeń nie absolutyzowali, ale potrafili dostrzegać to, że Bóg przychodzi jak chce do mnie i do Drugiego. Byłem w lipcu w Pucku, tam w Farze są malowidła na ścianach prezbiterium, opowiadające różne sceny biblijne. Bardzo sugestywnie namalowane podstawowe prawdy wiary, to tak zwana Biblia Pauperum – Biblia ubogich, dla tych, co nie potrafili czytać, a obrazki przemawiają do nas od początku, od kiedy człowiek używa rozumu. Obrazy Borysa takimi są dla mnie. Przemawiającymi w konkrecie tego, co przeżywamy w świecie, a zarazem odsyłający mnie do tego, co dla mnie najważniejsze, do Boga. Nie mamy wpływu na druty na granicach, ale możemy ich nie rozciągać wokół siebie. Nie mamy wpływu na to, co postanowią nasze i nie tylko nasze władze, ale możemy w tych, którzy jadą w naszą stronę albo stoją za zasiekami zobaczyć Ludzi, nie wkurzać się na nich, nie podejrzewać ich na sam początek o najgorsze. Nie budować granicy w naszym myśleniu i w naszym sercu. To możemy zawsze robić. #InoMiłość