Zaznacz stronę

SŁOWO

Dwie osoby. Kobieta i mężczyzna. Łączy ich bezsilność. Kobieta trwała w swej chorobie przez wiele lat, mając świadomość, że uchodzi z niej życie. Jair – dorosły mężczyzna, który patrzył na konanie swojej córeczki, totalna bezsilność. Obydwoje ze swoją bezsilnością idą do Jezusa. Nie znają Go tak jak my Go znamy. Mają tylko mgliste pojęcie, że może pomóc, być może był jednym z wielu, których prosili o pomoc. 
Pójście do Niego, ze swoją bezradnością nie jest zwaleniem wszystkiego na Niego. Oni idą do Jezusa i robią coś, co jest narażeniem się, coś co nie jest tylko oddaniem sprawy w Jego ręce. Działają.

Warto o tym pamiętać, kiedy stajemy przed Bogiem i mówimy Mu o tym, co dla nas ważne i co powinien zrobić. Modlitwa to nie tyle czas, kiedy prosimy Boga by coś zrobił, co dobry czas na to, by pytać siebie, co ja mogę zrobić? Nawet jeśli to ma być już tylko dotknięcie się płaszcza, czy upadnięcie do Jego stóp. Te dwa proste gesty pokazują nam, że zawsze coś jeszcze sami możemy zrobić.
Druga ważna rzecz to szczerość. Obydwoje stają przed Panem, tacy jacy są. Bez owijania w bawełnę i uwznioślania swojego, z Nim dialogu.

To dobra wskazówka dla nas i dla naszej modlitwy. Często ważniejsze dla nas jest to, by modlitwa była skupiona, wzniosła, by wszystkie słowa naszych pacierzy były dokładnie wypowiedziane, niż samo spotkanie z Panem. Próbujemy na czas modlitwy nałożyć swoisty makijaż skupienia, ładnych słówek, naszego gadulstwa, a kiedy to nie działa, to się z tego oskarżamy, mówimy że to nasz grzech.
Tymczasem, to co konieczne to tylko jedno – przyjście ze swoją, nie upiększoną nędzą i swoją bezradności do Jezusa.
Trudności, na których się skupiamy, czy inni ludzie, którzy wyśmiewają naszą modlitwę, czy te nasze rozproszenia, myśli nieposkładane to wszystko zawsze będzie. I nie one są najważniejsze, nie im należy poświęcać czas na modlitwie i poza nią.

Nie bój się, wierz tylko! Lęk czyli coś, co nie zasadza się na faktach, tylko na tym, co czujemy. Ważne by próbować o tym pamiętać, bo strach ma zawsze tylko duże oczy. Nawet jeśli okazuje się, że rzeczywistość w jakiś sposób nas przerasta, to strach niczego nie wnosi, poza zamieszaniem.

Ktoś zapyta, co robić w takim razie? Pierwsze czytanie daje nam odpowiedź, którą można zignorować, bo przecież robiliśmy to już nie raz. Mówi tak. Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi. On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż. Może Jego przykład pokazuje nam to, że nie zawsze, za wszelką cenę trzeba nam unikać cierpienia i bólu i trudnych sytuacji? Nie chcę się łatwo mądrzyć, ale samo życie pokazuje, że nie zawsze da się tego uniknąć, a można, patrząc na Jezusa spróbować przekuć to na zwycięstwo.

Trudne to wszystko jest, dla mnie też, ale warto to podjąć, nic nie stracimy, a możemy realnie zyskać.