Zaznacz stronę

SŁOWO

Można odnieść wrażenie, patrząc dziś na Kościół, że potrzebujemy coraz mocniejszych bodźców, nowych środków, powiedzielibyśmy gadgetów. Łapię się na tym i ja, kiedy przygotowuję rekolekcje wielkopostne i zastanawiam się nad tym, czym by tu jeszcze zaskoczyć; widzę to w chrześcijańskiej części Internetu, gdzie z każdym kolejnym Wielkim Postem i Adwentem pojawiają się coraz to nowsze rekolekcje. I wszystkie one są reklamowane jako: wyjątkowe, najlepsze i jedyne. Dajemy się ponieść temu samemu mechanizmowi, który można zauważyć w hipermarketach, polegającemu na wręczaniu klientowi różnych promocyjnych zabawek, oczywiście dochodzą do tego również przeceny.

Są takie grupy ludzi w Kościele, które najchętniej zrelatywizowałyby wszystko, co się tylko da. Tak jak w sklepach, które obniżają ceny i można odnieść wrażenie, że produkt już nic nie znaczy, nie mówiąc o jego producencie – tak Kościół miewa takie momenty, w których chciałby reklamować się hasłem: „przyjdź do nas, bo u nas taniej i łatwiej”. Wymyślamy nowe środki, tak jak bogacz z przypowieści, który prosi Abrahama, by posłał umarłego do żyjących z przestrogą. Abraham odpowiada dość brutalnie. Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą.

Tymczasem nie musimy wymyślać ciągle nowych rekolekcji, iść z nurtem mówienia modnych rzeczy, robić przecen i promocji. Nasz Towar od zawsze ma tę samą wartość i musi być kosztowny. Ewangelia nie jest ulotką reklamową, ale jest skarbem, który zdobywa się, sprzedając wprzód wszystko, co się posiada. Owszem, to rodzi napięcie między wartością, a tymi, którzy słabują. Każdemu, kto kocha Boga i Kościół, ale i grzesznika (a przecież wszyscy nimi jesteśmy), sprawia trudność to, by trzymać poziom i nie umniejszać wartości Ewangelii w imię źle rozumianej litości. Nie chodzi mi też o postawę siedzenia w kościele i czekania na klienta. Jestem od tego daleki. Trzeba wychodzić ciągle ze skarbem, a nie jego imitacją.

Najlepiej zacząć od siebie. Sobie nie luzować, siebie i swoich grzechów nie usprawiedliwiać. Bóg nas usprawiedliwił, więc nie musimy tego robić, a nazywanie grzechów ostro i dosadnie w sobie jest szalenie ważne dla rozwoju. Kiedy będę to konsekwentnie robił w sobie, inni także zaczną się zmieniać. Ludzie wbrew pozorom bardzo potrzebują zasad, jasności i trudnych wyzwań. Tak nas Bóg stworzył – jako ludzi pragnących rozwoju. Widać to najlepiej w ludziach, którzy znaleźli się w sytuacjach granicznych: wojnach, trudnej sytuacji materialnej, czy po wypadkach; chorzy, kiedy trzeba zacząć się ruszać, działać, by żyć i poprawiać jakość swojego życia, przekraczają swoje granice i możliwości. Podobnie jest w naszej duchowości. Wielu ludzi zdrowych na widok osób, na przykład bez kończyn, mówi, że nie chciałoby żyć, a jednak, kiedy sami znajdują się w takich sytuacjach, zmieniają zdanie. Można stać się bogaczem, który nie chce się już ruszać, opływa w tłuszcz. I tacy właśnie chcą wszelkiego rodzaju „promocji i obniżek”.

Trzeba wracać do tego, co już mamy. To jest bogactwo. Korzystać z „Mojżesza i Proroków”; gdy to odrzucimy, to nawet przyjście umarłego nam nie pomoże.