Zaznacz stronę

Dziś w Warszawie odbędzie się pogrzeb Profesora Władysława Bartoszewskiego. Z całą świadomością nazywam go profesorem, bo dla mnie profesor to ktoś, kto uczy i od kogo ludzie chcą się uczyć. Po prostu mistrz. Znam wielu profesorów zwyczajnych i nadzwyczajnych, doktorów habilitowanych i całe tabuny państwowych magistrów i nie mam zamiaru słuchać ich nauk, bo są to ludzie odtwórczy, nie porywający w tym, co i jak głoszą. Nie znałem prof. Bartoszewskiego osobiście, nie jestem też znawcą jego twórczości, więc nie będę udawał, że jest inaczej. Poświęcam mu swoją uwagę i pamięć, bo (dla mnie) jest to człowiek pasji. Sam wielokrotnie powtarzał historię swojego ocalenia, kiedy zrozumiał, że ma być chodzącą pamięcią. I to przez całe życie robił. Powtarzał to, co sam przeżył, jak to zrozumiał i tym żył. Jego pasją było pojednanie z Niemcami, a więc z ludźmi, którzy byli sprawcami cierpienia: jego osobistego i jego bliskich. Dziś wielu ocenia postawy nie tylko Profesora, ale także wielu innych więźniów hitlerowskich obozów. Nie rozumiem ludzi, którzy z perspektywy wygodnego XXI wieku wydają jednoznaczne opinie, jednak nie o nich dziś.

Przedziwną sprawą jest to, że tak naprawdę, co sam wielokrotnie powtarzał, działalność publiczną rozpoczął w wieku, w którym większość szykuje się do emerytury. Fascynują mnie tacy ludzie, wchodzą do działalności publicznej z wielkim doświadczeniem życiowym, oczytaniem i mądrością. Kiedy widzę takich ludzi, mam większą pewność, że to nie są karierowicze, którzy chcą nabić swoje kieszenie pieniędzmi rodaków.

Jan Paweł II skierował swego czasu następujące słowa do Profesora: „Starał się Pan budować świat lepszy, oparty na prawdzie, sprawiedliwości, miłości i wolności. Gratuluję bogatych owoców życia, zrodzonych również na gruncie cierpienia.” Odczytuję je jako słowa nie tylko do Pana Władysława, ale do wszystkich tych, którzy nie zważając na wiek i stan zdrowia, patrzą na innych. Ważnym jest stwierdzenie: „starał się Pan”. Nie ma na tej ziemi człowieka, który wszystko robiłby bezbłędnie, bez porażek, a nawet momentów, które inni ocenią jako zdrady. Profesor Bartoszewski, wykorzystując dar Boga jakim był jego charakter, historia życia, według mnie – starał się włożyć w nasz zwariowany świat to wszystko, o czym mówi Papież.

Dzisiejsze Słowo jest o tym, że Paweł i Barnaba po prostu się wystraszyli. Dowiedzieli się, że chcą ich zabić, więc uciekli, a później zaraz głosili Ewangelię. Są takie momenty w moim życiu, kiedy się boję, uciekam, tchórzę po prostu. Zawsze wtedy przychodzi zły duch i podpowiada mi, że nie mam prawa po czymś takim czynić dobra, nie mam prawa pracować dla Pana. Oskarżenia są konstruowane w ten sposób, by wyglądały na pochodzące od Boga. Tymczasem to słowo pokazuje, że Bóg tak nie działa, On tych, którzy się wystraszyli posyła z Ewangelią dalej. Nie przekreśla ich.

Jeśli postanawiamy głosić Jezusa, to znaczy o Nim mówić i żyć w taki sposób, żeby ciągle wpatrywać się w Niego, czyniąc Go odniesieniem do wszystkiego w swoim życiu, wtedy ludzie będą reagowali na dwa sposoby. Jedni będą chcieli nas ukamienować i uciszyć. Inni zobaczą w nas bożka, któremu będą chcieli się kłaniać. Nie wiem, jakim naśladowcą Jezusa był Profesor, ale jestem przekonany, że musiał się z takimi postawami mierzyć.

My mamy ciągle przypominać sobie jedno: Bóg jest tym, który zaprasza nas ostatecznie do samotnej wędrówki z nim. Nie przeciwko ludziom, ale i nie do takiej, w której ludzie zaczną nas uwielbiać. Ta samotna wędrówka to największe dzieło, do jakiego Bóg nas zaprasza. Nie wielkie ewangelizacje, artykuły w mediach, akcje charytatywne. Najpierw jest samotna wędrówka, z której może wynikać dobre działanie. Ono jest jednak drugie. Często zaś nie podejmujemy tego zaproszenia, bo dajemy się zastraszyć złemu duchowi i ludziom, zaczynamy słuchać głosów, które można by streścić: nie wolno ci działać i mówić, bo według nas nie jesteś w porządku. Nie poddawajmy się lękowi, bo on paraliżuje.

Panie Profesorze, dla mnie byłeś i jesteś człowiekiem pasji i tego, by nie odpuszczać, nawet wtedy, kiedy siły się kończą, a ludzie „wiedzą lepiej”. Dziękuję Ci za Twoje życie.