Zaznacz stronę

Przeżyłem swój pierwszy raz.

Pierwszy raz dawałem rekolekcje księżom. Było ich kilkunastu w ślicznym miejscu w Ognisku Miłości w Olszy (serdecznie to miejsce polecam).

Wiedziałem o nich od roku, ale przez większość tego czasu spychałem do głębokiej podświadomości, a jeśli wypływało na wierzch to tylko jako pytanie: jak się z tego wykręcić? Kiedy się zgodziłem zadziałała ciekawość, ale kiedy dotarło do mnie, że to księża, to dopadł mnie strach. Nie łatwo – tak mi się zdawało – gadać do tych, co wszystko wiedzą.

A jednak, to było bardzo ciekawe doświadczenie patrzeć na kilkunastu (w tym, w większości) starszych od siebie księży, którzy słuchają Słowa. Tak, my tak często mamy, że „pozjadaliśmy wszystkie rozumy”, jesteśmy jak uczeni w Piśmie. A jednak jak na nich patrzyłem to wadziłem, że schodzą z piedestału uczonego i słuchają Pana, są głodni Jezusa jak każdy człowiek.

Nie wspominam już o mnie samym – niełatwo jest mówić do „swoich”. Zły jest tym, który wykorzystuje takie sytuacje do walnięcia w człowieka i mówi: widzisz, przecież obaj wiemy, że jesteś gorszy, że nie masz im nic do powiedzenia, że gdyby poznali twoje serce, to musiałbyś zamilknąć.

Po raz kolejny w życiu przekonałem się, że Ignacy i jego Ćwiczenia Duchowe to niesamowity skarb w Kościele. Że sposób jego modlitwy, duchowość, którą stworzył daje mocne narzędzia do tego, by Pana ciągle poznawać i się Go uczyć, by pomimo doświadczenia, wiedzy, „stanowiska” czuć się uczniem.

Nie mówiłem mądrych konferencji, podawałem im po kilka bardzo prostych myśli do medytacji. Jednak to, że daliśmy sobie czas i ciszę zadziałało tym, że każdy doświadczył Boga i był w stanie o tym opowiedzieć reszcie. Dawno mnie tak nie wzruszały świadectwa jak dziś, na zakończenie rekolekcji. Nie, nie były spektakularne, ale widziałem, że spotkali Pana.

Pan mnie znów zadziwił. Pokazał mi, że bać się mogę (i powinienem), ale mam Mu ufać.