Zaznacz stronę

Można z Kościoła, zakonu, ze wspólnoty, w której się jest i nawet z małżeństwa zrobić klub, taką saunę, w której w ciepełku się wylegujesz. Można dobrać się paczką, super dobraną, można jeździć na rekolekcje, doświadczać Boga, wzmacniać swoją wiarę, można dorobić się pozycji we wspólnocie. I często nie robimy tego z wyrachowania, po prostu każdy z nas czegoś się boi, każdy z nas potrzebuje wsparcia, każdy z nas jest – mówiąc banalnie – słaby. Mówiąc krótko, każdy będąc we wspólnocie, ma w tym jakiś interes. I nam wszystkim, którzy chcą ugrać coś dla siebie, Paweł napisał kiedyś: nie jest dla mnie powodem do chluby to, że głoszę Ewangelię. Świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku. Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii! Gdybym to czynił z własnej woli, miałbym zapłatę, lecz jeśli działam nie z własnej woli, to tylko spełniam obowiązki szafarza. Jakąż przeto mam zapłatę?

Najważniejszą motywacją bycia przy Panu Jezusie i w Kościele musi być pragnienie głoszenia Ewangelii, czyli taki sposób życia, który jest świadectwem tego, że bycie z Panem Jezusem daje nam frajdę. Jesteśmy szafarzami bożej łaski. Szafarz to ten, który rozdaje. Boża łaska to nic innego, jak nasze doświadczenie Jezusa, tego, że życie z Nim nie jest czymś smutnym. To bycie szafarzem jest wielkim wybraniem. Bóg nas chce nie dlatego, że szuka byle kogo do swojej drużyny, ale chce nas, bo nas kocha. Jednak każda miłość wiąże się z obowiązkiem. Tylko, że obowiązek to coś dobrego, nie w sensie przymusu, tylko w sensie myślenia, że: kocham więc to, co kocham; to, Kogo kocham – biorę na poważnie.

Głosić Ewangelię można tylko w jeden sposób: stać się wszystkim dla wszystkich. Czy to znaczy, że mam być narkomanem, bo idę do narkomanów? Stać się kobietą, bo idę ją głosić kobietom? Nie. Stanie się wszystkim dla wszystkich zobowiązuje do wyjścia ze schematów i czynienie czegoś wbrew konwencjom i normom. Być wszystkim dla wszystkich, to być człowiekiem otwartym na potrzeby innych, a nie pragnącym innych dostosowywać do swoich pragnień. Znaczy to, że trzeba nam wejść w świat ich cierpienia i nie wymądrzać się, a szukać w nich dobra. Najpierw trzeba ten zabieg zrobić w swojej głowie, sercu, pozwolić w swoim myśleniu na stwierdzenie: ten, którego oceniam (bez względu na jakim poziomie) negatywnie, jest człowiekiem pełnym dobra.

O tym jest Ewangelia o drzazdze i belce. Jeśli pojawia się w nas myśl o zmianie naszego taty, mamy, brata, siostry, kolegi, koleżanki, chłopaka, dziewczyny, a powinny się pojawiać takie myśli, to musimy zacząć od siebie. Nasze pragnienie zmiany innych nie może być tylko ukrytym nierobieniem niczego ze sobą. Nie mogę komuś mówić o jego grzechu, jeśli sam grzeszę. To, co Jezus nam dziś mówi, to nie oskarżenie, ale jeszcze jedna zachęta do tego, by Jego, naszą drogę potraktować super poważnie. Tak jak Paweł mówi o prawdziwych zawodnikach. Nie da się wygrać zawodów bez ostrego treningu, wysiłku, bólu, wkładu. Jednak to mnie ma boleć nie innych.

Nasze chrześcijaństwo to jest, ma być jazda bez trzymanki. To nas musi boleć. Chcę się napić – nie muszę, będzie boleć. Chcę wejść w pornografię – nie muszę, będzie boleć. Chcę olać innych – nie muszę, może spotkanie z kimś będzie boleć. Chcę udawać, że jakiegoś problemu nie ma, nie muszę, będzie boleć. Będzie boleć, ale to jest ból zawodnika, który trenuje, by wygrać.

SŁOWO