Zaznacz stronę

Jeszcze tydzień temu słyszeliśmy o Kościele idealnym: dzielili się wszystkim, co posiadali, apostołów obdarzali doskonałym zaufaniem – przynosili im cały swój majątek do zarządu. Ks. Jan Kaczkowski mówił o tym fragmencie, trzy lata temu, w kościele jezuitów w Krakowie: „wyobraźcie sobie, że wszystkie swoje pieniądze przynosicie w zaufaniu do swojego biskupa”. W dzisiejszym słowie sytuacja zaczyna się komplikować. Poszło o podział obowiązków, ktoś poczuł się urażony, źle potraktowany, a może ktoś dał ku temu powody swoją wyniosłością? Wspominam o tym wydarzeniu, bo zainteresowało mnie tym razem to, co robi wspólnota. Absolutnie nie trzyma się kurczowo wcześniej wypracowanego modelu, Piotr nie wychodzi przed szereg i nie mówi niczego autorytarnie. Ten młodziutki Kościół wyciąga wnioski i reaguje na bieżąco – ustanawia diakonów. Może warto uczyć się od nich elastyczności działania, może warto zobaczyć, że pewne rzeczy w naszym Kościele, wspólnocie, rodzinie, przyjaźni już nie działają – bo były słabe i naiwne od początku, bo nam zabrakło siły? Warto pomyśleć, podjąć decyzję i iść dalej. Żeby się rozwijać, a nie stać w miejscu z uporem maniaka, który krzyczy: „zawsze tak było”.

W ogóle w pierwotnym Kościele jest wiele wolności, wyrażającej się w tych bezczelnych z naszego punktu widzenia powiedzeniach: „my i Duch Święty”. Warto o tym sobie przypomnieć, że Duch mówi do dzisiejszych ludzi, do każdego człowieka, my ludzie ochrzczeni nie jesteśmy lepsi, bo do innych nie mówi, my jedynie przez swój chrzest świadomie się na Niego otwieramy, a więc mówimy sobie i Jemu: tak, chcę, byś do mnie mówił. Czasem, jako ksiądz słyszę: czy ja mogę komentować słowo, wypowiadać się na tzw. tematy wiary? Jasne, że możesz – jesteś takim samym dzieckiem Boga jak ja.

W Ewangelii znów stara historia. Przed chwilą widzieli cud (rozmnożenia chleba), zobaczyli Jezusa, któremu kompletnie nie zależy na zaszczytach, bo kiedy chciano Go obwołać królem, czmychnął im, więc widzieli to wszystko i znów są zalęknieni. To przedziwna sprawa w naszym życiu i naszej relacji z Bogiem. Ciągle Bóg udowadnia nam, jak bardzo nas kocha, jak mocno jest obecny w naszym życiu, a my ciągle odwracamy nasz wzrok od Niego, a patrzymy na siebie i swoje braki. Na szczęście Bóg się nie zraża w przypominaniu nam o tym, byśmy się nie bali. To Jezusowe „Nie lękajcie się”, nie jest tanim manipulowaniem naszymi emocjami, On często dodaje: „Ja Jestem”. Te dwa niepozorne wyrazy są uwolnieniem, ponieważ człowiek, kiedy przyjmuje ich rzeczywistość, odwraca się od siebie, nie wpatruje się w siebie i swoje lęki, ale patrzy na Tego, który wszystko może.

Te dwa teksty pokazują mi, że chrześcijaństwo jest czymś, co wymaga otwartości mojego umysłu – w sensie mojego serca – na nowość, na opcję, która polega na tym, że chrześcijaństwo to nie jest brak kłopotów, trudności i słabości, ale umiejętność dostrzeżenia nowych rozwiązań, a ostatecznie Boga w tych sytuacjach.

Bądź otwarty!

SŁOWO