Zaznacz stronę

Są dwa rodzaje chrześcijan. Tacy, którzy zrobili z chrześcijaństwa religię. Są w niej, bo ona ich chroni. Chroni ich przekonania, daje oparcie, jest krótko mówiąc pewnym systemem moralnym, który trzyma jakoś sens życia w kupie. A czasem też jest niezłym argumentem w dowalaniu innemu człowiekowi. Są też inni chrześcijanie. Tacy, którzy każdego dnia wsłuchują się w tekst z listu do Efezjan. Słuchaliście go z uwagą? Zgadzacie się z nim? Uważacie, że jest prawdziwy? Tak? No to weźcie choćby ostatni tydzień, przypomnijcie sobie z niego jedno doświadczenie, które sprawiło, czy dalej sprawia, że jako człowiek, kobieta czy mężczyzna, czujesz się zgnojony. A teraz jak się to ma do tego Słowa? Słyszymy tam, że Bóg obdarzył nas wszelkim błogosławieństwem, szczodrze wylał na nas swoją łaskę, dał nam mądrość i zrozumienie. Jak to się ma do naszego doświadczenia tego tygodnia? Czy Słowo, które tu czytamy jest tylko bajeczką? Czy Bóg z nas kpi – dając nam takie Słowo, w kontekście konkretnych naszych trudnych doświadczeń? Musimy się z tym pytaniem zmierzyć. I proszę za wszelką cenę Boga nie bronić. Skonfrontuj swoje życie z tym Słowem.

W jaki sposób Bóg nam błogosławi w trudnym doświadczeniu? W jaki sposób doświadczamy wylania Jego łaski w naszym doświadczeniu? Lepiej, byśmy wyszli z tego kościoła z Nim pokłóceni, niż znów jakby nic się nie stało. To jest bardzo ważne, z dwóch powodów. Po pierwsze – jeśli mamy być żywymi chrześcijanami, a nie tylko ludźmi śmiechu wartymi, to musimy stanąć w prawdzie o naszym życiu, o tym, jak się ono ma do Boga i jak naprawdę ta nasza z Nim relacja wygląda. Po drugie – bez doświadczenia tego, o czym pisze Paweł, nigdy Ewangelia dzisiejsza nie stanie się rzeczywistością w naszym życiu. Co najwyżej będzie nas stać na powiedzenie komuś: źle żyjesz, źle się modlisz. Jednak to nie jest ewangelizowanie, czyli głoszenie Dobrej Nowiny.

Ludzie, którzy naprawdę głoszą Jego Słowo, a nie tylko jakieś moralne banały, potwierdzają swoje głoszenie znakami, cudami. Ludzie po ich głoszeniu chcą spotkać Boga Żywego; czują, że ich serce jest uwalniane. Tchórzom wydaje się, że świat i okoliczności są złe. To prawda, człowiek który jest tchórzem tak opisze świat, rodzinę, szkołę, pracę, że te wszystkie okoliczności będą wydawały się złe – a więc zagrożeniem. Tylko, że to jest kłamstwo. To w nas jest problem. Nie w tym, że jesteśmy złymi ludźmi, ale w lęku i tchórzostwie. A lęk jest rzeczywistością, której tak naprawdę nie ma.

Po cośmy tu dziś przyszli? Po co marnujemy co tydzień tę godzinę? Czy po to, by spełnić swój religijny obowiązek? Czy Bóg potrzebuje naszego przekładania nogi na nogę? Czy Bóg potrzebuje naszej Mszy? Nie. On wszystko ma, jest Panem wszystkiego. Czy przychodzimy tutaj, by człowiek grzeszny, jak ja, mówił nam co jest słuszne? Większość z Was jest starsza ode mnie i żyje lepiej niż ja. Przychodzimy tu, by popatrzeć dalej – sięgnąć poza horyzonty; by tu, od Tego, który daje nam Ciało i Krew na pokarm, nauczyć się nie pobożnej ideologii, z której nic nie wynika, ale tego, jak pójść do innych ludzi i powiedzieć im: słuchaj stary, jest nadzieja. By innych uzdrawiać, uwalniać, nie czekając, aż oni to zrobią dla mnie.

Jeśli nie ma w nas pragnienia takiego życia, nie ma sensu, byśmy tu przychodzili i tracili czas. To nie jest nasze powołanie.

Bądźmy odważni. Nie bójmy się. Idzie z nami Jego słowo, że JEST OBECNY. Nie kombinujmy, w jaki sposób, tylko weźmy to zapewnienie i wierzmy Mu. On nas wybrał przed założeniem świata. Z tego zapewnienia płynie nasza siła. Nie to, jak bardzo sprzedam się swoim kumplom, żonie, szefowi, jako cwaniaczek. Z wybrania, którego Bóg chciał od dawna, płynie nasza siła. Zobacz, że Słowo Boga, z listu do Efezjan to nie jest tanie gadanie na pocieszenie, ale to jest Słowo mówiące o Boga obecności w naszym życiu. Chrześcijaństwo prawdziwe i żywe jest dla odważnych. Nie ma innej opcji.

SŁOWO