Zaznacz stronę

Wewnętrzna wojna królestwa dzieje się w nas.

Królestwo wewnętrznie skłócone, nie mające jedności, a więc żyjące różnymi sprawami, które kłócą się ze sobą, nie może się ostać, po prostu samo się rozpadnie, bez względu na to, jak królowie owego królestwa będą się nawzajem oszukiwać. Warto zobaczyć, jak pracujemy nad grzechami i słabościami, bo często ludzie walczą tak naprawdę ze sobą, zamiast nad sobą z miłością i łagodnością pracować.

Są ludzie, którzy widzą dzieła Boga i twierdzą, że to diabeł. Jest w nas taka przewrotność, że kiedy doświadczymy działania Pana, a czujemy, że ono mogłoby nas do czegoś obligować, to wtedy wolimy powiedzieć, że mi się wydawało, że to taki duchowy żart, że OK. zgadzam się, ale później i tak coś wymyślimy, by usprawiedliwić swoje lenistwo. Byle się nie przyznać wprost, że Jezus mnie wzywa do czegoś. I to wkurza Pana najbardziej, takie nasze kręcenie, takie nasze szukanie dziury w całym, takie nasze malkontenctwo; denerwuje, bo daje temu wyraz w tym, co obrazowo pokazuje później.

Kiedy mocno doświadczamy Boga i zły od nas ucieka, to grozi nam usypianie naszej czujności. Jest nam dobrze, wszystko się kręci. Tymczasem zły odchodzi na moment, by później wrócić z kompanami. By zaatakować znów, ale już z większą mocą. A my się nagle budzimy „z ręką w nocniku” – „Stan takiego człowieka jest jeszcze gorszy”.

„Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego dworu, bezpieczne jest jego mienie. Lecz gdy mocniejszy od niego nadejdzie i pokona go, zabierze całą broń jego, na której polegał, i łupy jego rozda”. Zostaliśmy niesamowicie obdarowani. Mamy Boga, mamy przyjaciół, możliwości wzrostu, rozmowy, rozumienia tego, co się z nami dzieje. Jesteśmy mocarzami. Ale ktoś, kto dużo otrzymuje, w pewnym momencie tłuścieje. Je, je, je i tyje. Przestaje dbać o siebie, bo już nie musi, już wszystko ma. I to jest jego koniec. Bo przestaje czuwać. Wtedy przychodzi nieprzyjaciel i wszystko grabi. Nie zostawia nic.

„Wasz czas jest ograniczony, więc nie marnujcie go na życie życiem innych. Nie dajcie złapać się w dogmat, którym jest życie koncepcjami myślenia innych ludzi. Nie pozwólcie, by szum opinii innych zagłuszył wasz własny wewnętrzny głos. I co najważniejsze, miejcie odwagę podążać za głosem waszego serca i intuicji. One w jakiś sposób już wiedzą, kim naprawdę chcecie być. Wszystko poza tym jest drugorzędne”. Steve Jobs. Naprawdę musimy się pozytywnie sprężać. Z każdej chwili wyciągać na maxa, co się da. Czyli nic innego, jak magis: więcej, bardziej żyć. Nie marnować czasu, nie łazić w zawieszeniu, ale żyć.

Jobs w tym znanym już dobrze tekście mówi, żeby być wolnym. W dobry sposób uniezależniać się od innych. Pozwolić sobie na ryzyko samodzielnego i mądrego myślenia. To nie jest proste. Tu nie idzie o głupi bunt, tupanie nogami. Ono ma się realizować w podążaniu za pasjami. A pasja to umiejętność dobrego zagospodarowania czasu. Nie efekciarstwo, ale budowanie siebie, swojego życia, a nie ciągłe zwalanie odpowiedzialności za nie na innych i na niekończące się problemy.

Jezus i Jobs mówią to samo. Droga – którą my przeżywamy, jako chrześcijanie – jest walką. Nie z kimś, ale o siebie. Jeśli nie walczymy, jesteśmy przeciętni, jesteśmy zwykłym szarym tłumem.
“Pozostań nienasycony. Pozostań nierozsądny.” To słowa, które cytuje Jobs. Można je zrozumieć na dwa sposoby. Głupio i mądrze.
Można się głupio buntować, wszystko podważać, niszczyć, nic nie robić, iść za niskimi pożądaniami. Można. Można i mądrze. Ciągłe nienasycenie. Czyli taka postawa, którą w chrześcijaństwie (teoretycznie) żyjemy na co dzień. Szukam więcej. Szukam rozwiązania dla swoich zranień, problemów, nie uciekam przed ich rozwiązywaniem.

Być nierozsądnym to nie kwestia tego, że masz nie myśleć, to kwestia właśnie myślenia sercem. Nie emocjami, uczuciami rozchwianymi, ale sercem uporządkowanym. Jak to robić? Na modlitwie. Siadam na swoich „czterech literach” przed Bogiem i pytam się, jak wygląda moje życie.

Być nierozsądnym to nic innego, jak wyjść z myślenia świata, które jest bardzo interesowne. Świat żyje zasadą „fair play”. Ty mi dobrze, ja Ci dobrze. Dla chrześcijanina to za mało. Być nierozsądnym i iść za Jezusem, to być człowiekiem, który nie szuka własnej korzyści nad korzyść drugiego. To wychodzić z własnego egoizmu. Miej serce, w którym nie ma rozdwojenia, albo przynajmniej o takie walcz. I nie bój się być innym, walczyć pod Sztandarem Wielkiego Wojownika. Nawet gdybyś musiał codziennie na nowo się na to decydować. Nie bój się iść pod prąd, nie bój się dopuścić w swoim sercu tego jednego – jesteś do wielkich rzeczy wezwany!

SŁOWO