Zaznacz stronę

Słyszę, co jakiś czas, że mam za dużo wolnego czasu, bo ciągle na rowerze jeżdżę. Tak, mam go trochę, mam świadomość, że nie jestem obciążony jak statystyczny rodzic, że żyjąc we wspólnocie można wiele rzeczy ułatwić. Jednak znam ludzi bardzo zarobionych, a jednak mających czas na wiele aktywności. Myślę, że kluczem nie jest to, „że mam czas”, ale to czy się chce. 
Przez dwa lata mojej ciemnej dziury, pomimo tego, że byłem wrakiem nie tylko psychicznym, ale i fizycznym, zmuszałem się do jazdy. Na zewnątrz to dobrze wyglądało. Od wewnątrz, często aż bolało. Jeździłem, nie dla kondycji czy mięśni na łydkach, ale by nie oszaleć. Musiałem. Nawet zaraz po covidzie, bo wiedziałem, że brak ruchu będzie umieraniem mojego serca do końca. I nie będzie odwrotu. Robiłem sobie na rowerku selfiaczki, wrzucałem wyniki (prawdziwe), ale były momenty, że nienawidziłem mojego roweru, bo sprawiał mi ból. 
Dalej jeżdżę, wysiłek dalej kosztuje, ale dziś to robię, bo chcę być dla siebie dobry. Bo wiem, że na to zasługuję, bo wiem, że nie ma w tym nic złego, ukraść trochę czasu dla tego, co lubię robić dla siebie. I nie jest to zły egoizm. 
Nie bójcie się być dla siebie dobrzy. Nie bójcie się pokonać wewnętrznego wroga, który ma wiele imion:
– Nie należy mi się.
– Nie mam czasu.
– To dla innych.
– Muszę mieć super sprzęt.
– Nie mam gdzie.
– A po co?
– Kiedyś. Jutro.
– Za dużo masz czasu.

#InoMiłość❤️