Zaznacz stronę

Za każdym razem, kiedy jakaś grupa w Kościele lub poza nim, albo jakaś osoba, mówi: Jezus jest po naszej stronie, Jezus szedłby z nami, Jezus myśli jak my, zapala mi się lampka ostrzegawcza. Za każdym razem, kiedy ja myślę: mam Jezusa po swojej stronie, zapala mi się ta sama kontrolka.

Jezus jest często, albo raczej obraz Jezusa, który sobie stwarzamy na nasze potrzeby, brany przez nas jako potwierdzenie naszej wizji świata, życia, religijności czy wiary. Swoista pieczątka pod naszymi poglądami. Warto jednak zauważyć, że zazwyczaj w tych naszych wizjach, wypadają szczegóły z nauczania Biblii. Nie, nie wywalamy całych ksiąg czy rozdziałów. Po prostu inaczej akcentujemy, czegoś nie doczytamy, albo doczytamy przeciwko innym.

Problem w tym, że w takim myśleniu i przeżywaniu wiary, to Jezus musi chodzić za nami. Prawda jest taka, że to my mamy chodzić za Nim. To ja mam się dostosowywać do Jego nauczania. Nie na odwrót. Jasne, że z Jezusa można brać sobie pojedyncze zdania, jak z Seneki czy Sokratesa, można się inspirować pojedynczymi zdaniami. Rzecz jest w tym, czy ja jestem człowiekiem, który siada każdego dnia przed Nim i pyta się Jego: co mam robić, jak mam myśleć? Nie mam siadać przed Nim by podkładać Mu papiery do podpisu. I nie chodzi tu o wielkie sprawy w życiu. Nie codziennie podejmujemy decyzje o sposobie życia, ale codzienni podejmujemy decyzje o tym jak mam myśleć. O Nim, sowim życiu i innych ludziach.

Nie da się iść za Jezusem i próbować powywalać niektóre kreski i litery z Jego nauczania. Wtedy to już probuję sprawić, żeby On chodził za mną. Tylko, że to On jest Bogiem, nie ja.

SŁOWO