Zaznacz stronę

Andrzej, brat Piotra. Rybak. Praca, stabilizacja, być może rodzina. Wszystko, o czym marzy przeciętny mężczyzna. Jezus tylko przechodził koło jeziora i powiedział „pójdźcie za Mną”. Żadnych propozycji, wyjaśnień.

Dwie rzeczy mnie zastanawiają: co było takiego w Jezusie, że ujął Andrzeja. I druga, co działo się w tym momencie życia w Andrzeju. O czym myślał, jakie miał plany, wizję swojego dorosłego życia?

Wielu z nas buduje skrupulatnie każdy szczegół swojego życia. Od takich spraw, jak dbanie o swoje zdrowie, ciało, dopieszczamy swoje mieszkania, projekty na przyszłość. Inwestujemy w relacje, pracę i szeroko rozumianą przyszłość. Wielu z nas wpada w pułapkę polegającą na tym, że to, co budujemy, uważamy za ostateczne i najlepsze. Nawet jeśli zewnętrznie, podkreślając nasze chrześcijaństwo, mówimy o wolności wewnętrznej, przemijalności i pokorze wobec życia. Okazuje się, że czym innym są nasze „pobożne deklaracje”, a czym innym realne, codzienne wybory i sposób życia.

Przychodzi moment, w którym trzeba porzucić swoją wizję i zobaczyć, że jest się wezwanym do czegoś innego niż „łowienie ryb”. Co więcej, okazuje się, że to nie jest jakieś „nowe zadanie”, ale to jest to, które masz od „łona matki”, od zawsze. To nie jest łatwe zadanie; uwolnić swoje serce do prawdziwego powołania jest najtrudniejszym zadaniem życia, część z nas nigdy tego nie zrobi. Jest to tak trudne dlatego, że nie widzimy potrzeby wychodzenia z tego, co do tej pory robiliśmy, bo jesteśmy wewnętrznie przekonani, że znaleźliśmy już „prawdę o naszym życiu”.

Jezus przychodzi i mówi do Andrzeja: „pójdź za Mną”. Nie za sobą, swoją wizją świata i życia. To nie ma nic wspólnego z tym, co wielu z nas robi. Budujemy sobie pewien obraz i później wkładamy w to Jezusa, mówimy kategorycznie: „to jest jedyna droga”, w sercu dodajemy już cicho: „jedyna, bo moja, bo dająca mi poczucie bezpieczeństwa”. Tylko, że On nie przyszedł dać nam poczucie bezpieczeństwa. Jasne, kochamy Jezusowe: „przyszedłem ogień rzucić na ziemię”, ale powiedzmy sobie szczerze, kochamy wtedy, kiedy ten ogień ma spalić niewierzących: homoseksualistów, genderowców, muzułmanów, żydów, polityków, komunistów i kogo tam tylko chcesz.

Jezus chce uwolnić twoje serce, On tobie proponuje pójście za Nim. Pójście za Nim nie jest dołączeniem do chrześcijańskich bojówek, ale zgodą na krzyż, na którym zawisł także Andrzej. Taka jest prawda, że prawdziwe powołanie, to, które daje Bóg, kończy się na krzyżu, bo TRZEBA obumrzeć, aby ŻYĆ.

„Pójdź za Mną” to nie jest sentymentalnie odśpiewana „Barka”, to nie jest romantyczna Msza Święta odprawiana na górskiej łące, to nie jest liturgia odprawiona w tę czy  inną stronę, w takich czy innych strojach. To nie jest wygrażanie się w TV czy na portalach internetowych, że „to my mamy prawdę i naszym obowiązkiem jest jej pokazanie całemu światu”. Powołanie Jezusowe to nie jest bycie cenzorem ludzi, którzy nie znają Jezusa, to zawsze wypływa z tego, że sami się boimy utraty naszego wygodnego życia. Powołanie Jezusa to jest pozwolenie na to, by twój wróg przybił cię do krzyża, zanim ty zdążysz powiedzieć mu, jaka jest „prawda”.

SŁOWO